Czekałam i czekałam na rezerwację biletów, nie mogłam się doczekać. Nie chciałam dzwonić i kłócić się z CMO, bo i tak ciągle dzwoniłam i kłóciłam się z agencją, w której zdaję na certyfikat Cambridge (dzisiaj w końcu wszystko zdałam^^). W środę w nocy pisałam z Ulianą i poprosiłam ją, żeby zadzwoniła do tych miłych ludzi i dowiedziała się, jak tam u nich przebiega proces rezerwacji. Uliana obiecała zadzwonić w czwartek.
I oto w czwartek rano otwieram jak zawsze iec.ru i widzę rezerwację! Trzeba było wcześniej poprosić Yanę, czy one mają jakąś intuicję czy co:))
Ale główna radość była w czymś innym: lot jest przez Londyn, a przesiadka od 22:20 do 18:05!! A to oznacza, że w końcu zobaczę tę the capital of Great Britain!!
Podzieliłam się radością z Yaną, że właśnie fakt poznania stolicy Wielkiej Brytanii tak mnie cieszy. Ją też:D Po co my w takim razie jedziemy do stanów?:))
Od razu +masa planów i -chęć myślenia o sesji, porażka. No nic, ogarniemy naukę, a potem zobaczymy.
Bawi mnie fakt zmiany stref czasowych. Wylatuję z Moskwy o 9 wieczorem, cztery godziny później jestem o 10 wieczorem w Londynie, wylatuję stamtąd o 6 wieczorem do Nowego Jorku i po 8 godzinach przylatuję o 21:00:D
Do tej pory nie mogę w to wszystko uwierzyć..



