Wydaje mi się, że ostatni raz pisałem na tym blogu w połowie października, a teraz styczeń nowego 2011 roku dobiega końca i przez ten czas cholernie dużo się zmieniło...
Więc: zerwałem z dziewczyną, z którą spotykałem się półtora roku. Nie wiem, kto był w tym bardziej winny, ale stało się, co się stało, i to jeszcze bardziej umocniło moją chęć wyjazdu do USA.
Z drugiej strony.. mam wspaniałą dziewczynę: niesamowitą, wyjątkową, słodką, wszechstronną, ekscytującą, czułą, dobrą, wierną, kobiecą, pieszczotliwą, kuszącą, wesołą, pożądaną, troskliwą..) Jest moją najlepszą przyjaciółką. I nie tylko przyjaciółką...
Zostały tylko 4 miesiące, a potem - niezapomniane lato w Ameryce:)
Ale cieszę się, że mamy ten czas.
Myślicie, że ją kocham? A czy można kochać najlepszego przyjaciela? Jeśli przyjaciel jest dziewczyną. Jak cienka bywa czasem granica między przyjaźnią a związkiem.
Wiem jedno na pewno: jestem szczęśliwy, że jest przy mnie...
A poza tym - dzisiaj jest wyjątkowy dzień: zamknąłem trudną sesję i otrzymałem job offer, który został już wysłany do sprawdzenia))
Marzenia zaczynają się spełniać!))))))))))))))))))))
(22.01.2011)



