A wy, kiedy mówicie "Ameryka", co macie na myśli? Zanim tu przyjechałam, miałam na myśli drapacze chmur, hamburgery i hollywoodzkie wzgórza. Ale teraz, kiedy mówię "Ameryka", mam na myśli uśmiech (nieważne, czy sztuczny, czy prawdziwy), uprzejmość, pizzerie, parterowe domki ze sklejki, ludzi bez kompleksów..
Byłam dzisiaj w sklepie i obserwowałam ludzi... i produkty)) Bardzo dużo konserw, całe rzędy lodówek wypełnionych półproduktami, chipsy w paczkach "XXXXX"... zauważyłam, jacy ludzie są poprawni-poprawni... aż do mdłości! Wyobraźcie sobie: ulewa, kałuże po kolana, biegniecie do samochodu z wózkiem, szybko-szybko ładujecie torby (przy tym już prawie przemoknięci, bo ulewa jak ściana) i... ostrożnie bierzecie wózek i odwozicie go z powrotem pod wiatę na wózki.. i znowu śpieszycie się do samochodu (przy tym macie już nawet mokrą bieliznę).
Widziałam, jak kroją sałatki na dziale.. nie uwierzycie... sałatki!))) załóżmy: trzeba wypełnić pojemnik krojonymi pomidorami (tak-tak, są takie specjalne przegródki na krojone warzywa i owoce. Widocznie dla tych, którym w ogóle nie chce się ruszać.. swoją drogą, ser też sprzedaje się już starty). Więc. Pomidory, ogórki, kapusta.. nieważne. Oni kroją, kroją... pojemnik pełny. A na desce zostało jeszcze dużo nawet nietkniętych warzyw. Ale one wszystkie idą do śmieci! Co do ostatniego okruszka! Rozumiem, że robi się to po to, żeby pracownik nie miał ochoty jakoś pokombinować i wziąć do domu. Zachodni management w ogóle nie pozwala rozwijać się pomysłowości, zaradności i sprytowi!
O! przypomniałam sobie.. chłopaki w Nowym Jorku opowiadali:
"idziemy głodni, zmarznięci, w nocy przez centrum NY. Obok jakiegoś bufetu czy kawiarni stoją pracownicy kuchni i po prostu wyrzucają tace z jedzeniem do śmieci. Podbiegamy z krzykiem: 'Zwariowaliście! Oddajcie nam, przeklęci kapitaliści!!' a ci uparli się i nie dają. Albo kupujcie po normalnej cenie, albo wyrzucamy... i przecież wyrzucili!! No wytłumaczcie mi!))

