I znów ruszyliśmy w upał, już nie ze stuprocentową pewnością, że znajdziemy dziś pracę i mieszkanie, no, przynajmniej mieszkanie. Ile razy chodziliśmy między nieznośnym żarem słońca a nieznośnym żarem asfaltu na Collins avenue w poszukiwaniu lokum. Potrzebowaliśmy schronienia w tej nieznanej przestrzeni. Niech miejsce wygląda jak raj, ale my wcale nie przypominamy aniołów. Chcemy spać bezpiecznie, chcemy jeść bez strachu przed przytyciem, chcemy myć się nie w publicznej umywalce, chcemy iść do toalety bez stania w kolejce! =(
Okazuje się, że trafiliśmy do jednej z najdroższych dzielnic miasta, gdzie Ford Mustang spotyka się częściej niż VAZ 2106 w jakimkolwiek mieście Rosji, gdzie amerykańscy wujkowie i ciocie bez problemu wydają 200$ na dobę za pokój w hotelu, gdzie mają mieszkania różne Ałły Pugaczowe, Pawły Bure, gdzie rosyjskiego studenta stać tylko na odpowiednik zupek chińskich. =(
#rada #7
Koniecznie kupcie telefon w Ameryce. Telefon, którego używaliście w Rosji, teraz posłuży wam jako zegarek i budzik. =) Kupiliśmy telefon w jednym ze sklepów sieci o nazwie "MetroPCS" za 40$ + 60$ miesięcznie (nielimitowane SMS-y, nielimitowane rozmowy wewnątrz kraju, nielimitowane rozmowy na telefony stacjonarne w Rosji). Słowem, całkiem odpowiednia łączność dla szczęśliwych posiadaczy J1 Visa. =) Tak więc, jeśli nie boicie się, że będą do was dzwonić zupełnie obcy ludzie, na przykład jakiś Jose Carlos, albo wy, dzwoniąc do mamy do domu, traficie do babci waszego współtowarzysza, lub jeśli nie przerażają was częste przerwy w łączności, to MetroPCS jest dla was! =) Wybaczcie, ale takie są koszty taniej łączności. Można wytrzymać.
Nabyliśmy cud techniki i poszukiwania mieszkania zaczęły posuwać się szybciej. W już znanej Kalince zebraliśmy ogłoszenia. Aby osiągnąć wynik, trzeba wtykać nos wszędzie. Tak też zrobiliśmy: dzwoniliśmy wszędzie, rozmawialiśmy ze wszystkimi, pytaliśmy o wszystko. W rezultacie stanęliśmy nawet przed wyborem. Z jednej strony podejrzany, bezpieniężny Edward, który proponował nam pomieszkać parę dni tu, a potem może się przeprowadzić, a może nie, itd. Z drugiej strony, zapracowany Arkadiusz, który proponował spotkać się i obejrzeć niezłą opcję. Biednego Edwarda musieliśmy porzucić i spotkać się z Arkadiuszem. I nie pomyliliśmy się. Za 750$/miesiąc wynajęliśmy bardzo przytulne Studio, znajdujące się w motelu w odległości trzech minut spacerem od oceanu! Oto i znalazł się nasz miły dom.
Z ceną mieliśmy wielkie szczęście. Powiem w sekrecie: w tym samym motelu, ale nie przez Arkadiusza, takie samo Studio wynajęli chłopaki z Moskwy za 900$. =) Więc jeszcze jedna odrobina szczęścia w naszych rękach. =)




