17 lipca 2009
Jeśli czytaliście mój poprzedni post, to już wiecie, że tutaj, w Nowym Jorku, żyją bezdomni rosyjscy studenci. A zatem, ciąg dalszy mojej historii.
W garażu riksz poznałem pewnego rosyjskiego chłopaka, który przyleciał do Nowego Jorku z trzystoma dolarami w kieszeni i bez oferty pracy (offer). Z takimi pieniędzmi nie ma tu czego szukać, więc nawet nie próbował szukać mieszkania, tylko wynajął rower za 200 dolarów tygodniowo i zaczął jeździć po Manhattanie, próbując zarobić. Trzeba przyznać, że mu się udało i zdołał wynająć sobie lokum. Ale wcześniej spędził trzy tygodnie w Central Parku, metrze i na postoju riksz.
Kolejny bohater, 20-letni Kazach, normalnie żył i pracował, ale w pewnym momencie z jakiegoś powodu zaczął pić i przepił wszystko, co miał. W rezultacie trzeci dzień włóczy się nocami po metrze z 30 dolarami i puszką piwa.
Właściwie sam nie jestem dużo lepszy od nich. Ledwo starcza mi na jedzenie i metro. Ale przynajmniej mam gdzie mieszkać.
Tak, i co najważniejsze, nikt z nas, rosyjskich chłopaków, nie traci ducha. Kręcimy pedałami, staramy się, szukamy jeszcze pracy. I wierzymy, że wszystko będzie świetnie.
