Przyleciałam! Wszyscy mnie pytają: „Jakie były pierwsze wrażenia?” Chyba widok na USA z okna samolotu! Wszystko, co widziałam, to: drogowe węzły w kształcie kwiatów, pola golfowe i oczywiście basen przy prawie każdym domu!
Na lotnisku w dziale celnym była długa kolejka, ale po pytaniu oficera: „Czy masz coś nielegalnego, jakieś produkty lub napoje?”, odpowiedziałam: „Nie, tylko czekoladę!”. Ponieważ miałam zaledwie 20 lat, byłam niepełnoletnia w Ameryce, a tam obowiązują surowe zasady dotyczące spożywania alkoholu. Przyznam szczerze, w mojej walizce było kilka butelek wódki (nie dla siebie), ale jako mały suwenir dla pracodawcy i tam, gdzie będę mieszkać! Ale trzeba było jeszcze tam dotrzeć...
Wsiedziałam do pociągu do Manhattanu. TAK, mieszkałam w centrum Nowego Jorku przy 1 River Place na 31. piętrze, to około 7-10 minut pieszo do Times Square!!! Zobaczcie wideo na moim blogu: www.work-and-travel-blog.com!
To brzmi jak w bajce, ale po prostu jak w piosence: „Chciałabym mieszkać na Manhattanie...”.
Jak mi się udało? Miałam szczęście!
Mój pracodawca pomógł mi znaleźć miejsce zamieszkania. Jeff, u którego mieszkałam, ciągle był w rozjazdach i potrzebował gosposi oraz osoby, która pilnowałaby mieszkania. Oczywiście nie powiedział od razu: „tu mieszkasz”, ale po długiej rozmowie i po podpisaniu dokumentu o odpowiedzialności za mienie. To było świetne! Druga praca bez pieniędzy, ale za pracę – mieszkanie! O mieszkanie się nie martwiłam, bo na dole był szwajcar, a budynek miał własną ochronę! Tak właśnie!
Pierwsze dni nie pracowałam, ponieważ główna sprzedawczyni jeszcze nie poszła na urlop. Zwiedzałam miasto!
Wysokość domów w tej metropolii jest chyba wszystkim znana, ale zobaczyć to na żywo to coś nie do opisania!!! Ale nie czułam się mała wobec tych olbrzymów, które podtrzymują niebo, wręcz przeciwnie, one jakby podrzucały mnie do góry!
Na początku dziwnie było widzieć tak wiele narodowości, ale potem stało się to nawykiem, nawet przestałam zwracać na to uwagę.
Ważne było też to, że przez całe swoje życie nie widziałam jeszcze tylu samolotów przelatujących nad głową. Czasami wydawało się, że nie zmieści się między domami albo wręcz przeciwnie, że leci za nisko. Pod koniec podróży potrafiłam już nawet zgadnąć, do jakiej linii lotniczej należy samolot.
Oczywiście pierwszym miejscem moich spacerów był Times Square i Broadway!
To miasto wielkiej reklamy. Na Times Square ludzie po prostu siedzą na ulicy (na specjalnych trybunach) i patrzą na domy i billboardy! Ja też chciałam to poczuć. Kupiwszy filiżankę kawy w najbliższym McDonald's, usiadłam na trybunie.
Patrząc na to wszystko – rozumiesz, jakie szybkie jest życie! Przecież tysiące ludzi przechodzą tą ulicą, ktoś siedzi na chodniku i żuje swojego hamburgera, a inny próbuje złapać taksówkę... tutaj wszystko jest w ruchu!