Na południe od samego miasta rozciąga się łańcuch wysp, tak zwanych "keys", najbliższa Miami nazywa się Key Biscayne - z centrum łączy ją most. Właściwie są dwa mosty, jeden nowy, zbudowany niedawno, prowadzi na wyspę, a drugi - stopniowo oddziela się od głównego i schodzi w dół w stronę wybrzeża.. to bardzo spokojne i piękne miejsce, ludzie przyjeżdżają całymi rodzinami: kąpią się, łowią ryby, urządzają pikniki, uprawiają windsurfing.. Na wyspie znajduje się park narodowy "Bill Baggs Cape Florida State Park" - wstęp jest płatny, ale przyroda jest tam oszałamiająca! Pełno tam wszelkiego rodzaju zwierząt - wiewiórki, króliki, bociany, oposy, papużki.. i iguany! Jest mnóstwo jaszczurek i iguan! Nie boją się ludzi, po prostu pełzają pod nogami.. a węży nie ma. Przynajmniej dopóki tam byliśmy, nie spotkaliśmy ani jednego..
Przyjechaliśmy! Ostatni przystanek autobusu znajduje się przed wejściem do parku, dalej trzeba iść pieszo, aż do kawiarni, w której pracuje Nadya i gdzie umówiliśmy się na spotkanie z Reiną. Przy wejściu do parku wita nas dziwna tabliczka: "Park closes at 8.16".. jestem zdziwiony, skąd taka precyzja?? Dlaczego nie o 8? No, albo w ostateczności, jeśli już tak bardzo chcą, o 8.15?? Ale dlaczego 8.16??? Dziwne rzeczy się dzieją.. dalej - jeszcze ciekawiej! Po kilku dniach park zaczyna zamykać się już o 8.14, potem tabliczkę zmieniają znowu: 8.13... i wtedy do nas dotarło!! Park zamykają wraz z zachodem słońca! Ale jesteśmy bystre=).. blondynki)) 2 b continued

