Poznajcie Jima i Melissę!!!
Melissa była moją pracodawczynią - nazywałam ją po prostu Missy)))
Jim to jej ojciec - pracowałam głównie z nim)))
Każdego ranka witał mnie z niesamowicie szczęśliwym uśmiechem i wykrzykiwał tę frazę, która przez 3 miesiące zdążyła mi już obrzydnąć: "Good Morning!!! How are you doing today?)))"
Przybierałam szczęśliwy wyraz twarzy i tym samym tonem odpowiadałam - "Mam się świetnie))) lala - A u ciebie???"
Po tym rytuale zabieraliśmy się do pracy)) - Najpierw kuchnia - niedługo goście zejdą na śniadanie, a ja będę ich obsługiwać)))
Ulubiona część dnia pracy - rozmowy z gośćmi - opowiadają tyle ciekawych rzeczy o swoich podróżach - to takie super, i wypytują mnie o wszystko, także o Syberię)))
Śniadanie się kończy, idę sprzątać pokoje....

