Jestem w raju! Trafiłem do raju! A nie wiedziałem, nie myślałem, że tak może wyjść! Nie, to wcale nie oznacza, że to już koniec: zostaję tutaj. Ale uwielbiam Afrykę! I prawdopodobnie będę ją kochać już do końca życia. Głupi są ludzie, którzy sceptycznie podchodzą do RPA i uważają, że lepiej pojechać w „sprawdzone miejsca”. (Cóż, wszyscy wiemy, co to za miejsca, nie wymawiajmy ich nazw na głos?!) Nick pożyczył mi swój rower. Z wyglądu on (rower) prezentuje się całkiem przyzwoicie. Ale w rzeczywistości jest z żelaza. Czyli ciężki jak koń. Ma zniszczoną tylną zębatkę i kto wie, czy jeszcze długo pociągnie? Przedni hamulec nie działa najlepiej, ale to przez ósemkę na przednim kole. A tak poza tym — po prostu super?! Jeździłem nim wczoraj wzdłuż wybrzeża. Przejechałem cały Bantry Bay i Clifton, ale do Camps Bay nie dotarłem. Innym razem. Tam jest największa plaża w mieście. Chociaż to ten sam Atlantyk. Ale to nic. Ludzie latem i tak się kąpią. A żeby dostać się do Oceanu Indyjskiego, trzeba jechać trzy godziny samochodem do Przylądka Igielnego i kąpać się za nim. Indyjski jest cieplejszy niż wody Atlantyku. Zrobiłem piękne zdjęcia. Droga wiodła, jak zwykle w Kapsztadzie, wzdłuż gór. Fale, góry Dwunastu Apostołów w czapce z chmur! 13 października 2008

