No cóż, do wylotu zostało kilka dni, a u mnie wszystko się posypało. Oferta pracy dostarczona przez agencję jest w 100% fałszywa (muszę dodać, że usuf nie ma z tym nic wspólnego, ale w lokalnej agencji zapewniali mnie, że w zeszłym roku studenci jeździli do tego pracodawcy). Zaczęli szukać mi nowej pracy, ale nic nie znajdą, jutro wyciągnę od nich 200 dolców. W efekcie jadę do Ameryki bez pracy, bez mieszkania, a stan psychiczny mam taki, jakby mnie ktoś młotem uderzył. Siedzę i szukam hostelu (gdybym wiedział, że coś takiego się wydarzy, zarezerwowałbym wcześniej). Tytuł bloga zaczyna się sprawdzać... Ale ostatecznie się nie sprawdzi ;)
Podsumowując: Jestem wściekły, gotów przebić ścianę gołymi rękami i najchętniej udusiłbym tych ludzi. Będę parł do przodu – dobrze, że tutaj wszystko sprawdziłem, bo w Nowym Jorku byłoby gorzej. Na uczelni prawie wszystko załatwiłem – do Ameryki jadę, choćby nie wiem co.
Eh, nie damy się!
Pisząc tę notkę, dowiedziałem się, że kilka godzin temu w moim mieście doszło do zamachu terrorystycznego. Bardzo smutna sprawa.


