Kiedy w końcu znajdziesz pracę swoich marzeń lub przynajmniej po prostu pracę, w której będą ci płacić, pojawia się kwestia otrzymania pieniędzy. Zasadniczo płacą ci czekami (paycheck). Wydają je w różnym czasie, ale u nas było to raz na 2 tygodnie. Co ciekawe: trzymają jeden tydzień w zapasie. Na przykład: pracowałeś od 1 do 14 dnia miesiąca. Ale pierwszy czek masz tylko od 1 do 7 dnia. Dalej pracujesz od 15 do 29. Drugi czek jest już od 8 do 22. Czyli jeden tydzień zostaje w zapasie. Dlatego, gdy pod koniec lata planujesz opuścić pracodawcę, pamiętaj, że jest ci jeszcze winien za 1 tydzień. Dlatego trzeba będzie dopracować do czeku. Potem przestać i po 2 tygodniach (podczas których nie kiwnąłeś palcem) przyjść po pieniądze, które ci się należą. Albo napisać upoważnienie (to wszystko uzgadnia się z menedżerem lub działem księgowości w twojej organizacji) na osobę, która odbierze twój czek zamiast ciebie.
Dalej. Otrzymujesz upragnioną kopertę. Tam będzie kartka A4, na której napisane są daty twoich dni pracy, godziny przyjścia-wyjścia, podatki, procenty i całkowita suma twojej pensji. Dolna część kartki to właśnie twój czek. Odcinasz go i idziesz do banku. Dalej są dwa warianty. Albo wpłacasz te pieniądze na konto depozytowe, albo wypłacasz gotówkę. W każdym razie (jeśli się nie mylę) musisz mieć konto w tym banku. Przynajmniej inaczej jest tam jakiś kłopot z wypłatą gotówki itp. Nie bardzo się na tym znam, ale sens jest taki: albo dają ci wszystkie pieniądze do ręki, albo wpłacasz te pieniądze na kartę. Jeśli wybrałeś drugi wariant, to można to zrobić przez bankomat lub przez operatora (ale trzeba mu za to zapłacić). Przez bankomat: po prostu wkładasz swoją kartę w odpowiednią dziurę, wybierasz język (w bankomatach Bank of America jest język rosyjski, w innych nie wiem) i spokojnie naciskasz na to, co chcesz zrobić, depozyt, czekowy. Potem do otwartej dziury wkładasz czek (albo kilka czeków naraz, mądry bankomat się połapie), on go rozpoznaje i wyświetla ci na ekranie to, co rozpoznał. Czek i sumę. Potwierdzasz i wszystko. Pieniądze na karcie, czek w bankomacie. ALE. Na kartę najpierw przyjdzie tylko 200$. I dopiero następnego dnia cała reszta. Więc nie martw się i nie wydawaj wszystkich pieniędzy od razu po depozycie.
Pranie. W domu nawet nie zastanawiamy się nad tym, gdzie wyprać. 99% ma pralki, a inni namaczają w misce. W zasadzie drugi wariant można też wykorzystać w Ameryce. Ale to przecież Stany! Ile razy w kinie widzieliśmy te rzędy maszyn i smutnych ludzi w bieliźnie, czekających na swoje rzeczy. Ten proces odbywa się w pralni (Laundromat). W mieście jest ich dużo, trzeba tylko wiedzieć gdzie. Pomogą Amerykanie lub Google Maps, który wie wszystko o wszystkim. Kosztuje to około 1,5$ pranie i tyle samo suszenie. Więc pierzcie na zdrowie)))
Jedzenie. Rodziców zawsze interesuje pytanie, czy dziecko je i żeby sałatki i zupki koniecznie były i bla-bla. Rodzice po to istnieją. Można jeść w kawiarni (na szczęście jest ich tam tyle, że oczy rozbiegają się) i w domu. Średni rachunek w kawiarni (nie fast-food) to około 15-20$. W fast-foodzie około 5-10$ (zależy od apetytu).
Można chodzić do supermarketu i gotować w domu. Ale weź pod uwagę, że produkty w zasadzie są drogie. Owoce, warzywa, mięso - wszystko jest drogie. Ale jeśli się zrzucicie, to wyjdzie korzystniej) A w ogóle, najlepiej pracować na jakimkolwiek stanowisku w restauracji.. wtedy zawsze będziesz najedzony.. tam karmią wszystkich: kelnerów i zmywaczy naczyń.. wszystkich i zawsze)


