Przede wszystkim muszę opowiedzieć o miejscu, w którym mieszkam, gdzie rzucił mnie los. Bethany Beach to małe miasteczko wypoczynkowe nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Szczerze mówiąc, początkowo to miejsce wywoływało u mnie panikę i chęć jak najszybszej ucieczki do bardziej cywilizowanego stanu lub miasta, ale później uspokoiłam się i chyba przesiąkłam oceanicznym powietrzem i spokojem mojej amerykańskiej kurortowej "wioski".
Dom. 7 osób (i same dziewczyny!) na jedną łazienkę (!!! oh god), mieszkamy z amerykańską rodziną – małżeństwem, które adoptowało dwoje czarnoskórych dzieci. Byłoby o wiele spokojniej, gdyby nie te maluchy krzyczące o 7-8 rano.
Komentarze



