Konsulat. Masz panikę? Motyle w brzuchu? Zimne ręce? Myśli ci się plączą? Zaczynasz się jąkać? Zapomniałeś jak się nazywasz i dokąd jedziesz?
Po co ci w takim razie ten konsulat?)))) Lepiej wypij herbatę z miętą i przejdź się po wiosennym parku.
Konsulat to nie tortury, nie egzamin, a nawet nie banalna rozmowa kwalifikacyjna. Spotkanie z konsulem to zwykła rozmowa. I tyle! Czy tak samo denerwujesz się, gdy rozmawiasz z rodzicami? Albo z wykładowcami na zajęciach?
Bądźcie więc bardziej wyluzowani, ludzie) Po prostu widziałam, jak dziewczyny i chłopaki siedzieli, naprawdę się denerwowali, trzęśli się i gnietli w rękach papiery... niektórzy nawet siedzieli ze ściągami (!!!) i wkuwali, dlaczego chcą jechać do Stanów i jak nazywają się ich rodzice. Mda... atmosfera była oczywiście dość specyficzna.
Po kolei. Konsulat w Petersburgu.
Przyjdź 15-20 minut przed wyznaczoną datą. Podejdź do budki i podaj swój paszport chłopakowi w mundurze. Zabiera go i mówi, żebyś na razie poszedł posiedzieć na ławeczce naprzeciwko konsulatu. Potem przynosi ci paszport i stajesz w kolejce. Dokładnie tam, przy ławeczkach. Żeby nie tłoczyć się tuż przy drzwiach konsulatu i nie przyciągać do siebie zbędnej uwagi. Stojąc, grzejesz się w wiosennym cieple i przyglądasz się procesowi sprawdzania zaparkowanych samochodów pod kątem materiałów wybuchowych. Panowie chodzą z długim kijem z lusterkiem i zaglądają pod "brzuch" samochodu... bardzo fascynujące)))
Ochroniarz przy drzwiach woła po kolei. Podchodzisz. Podajesz paszport i zielony kwitek z Pony Express. Sprawdza dane, oddaje i prosi o wyłączenie telefonu. Wchodzimy do środka. Przy wejściu stoi wykrywacz metali i ochroniarz. "Pika" cię, sprawdza torbę, kieszenie... Oddajesz mu swój wyłączony telefon i wszystkie urządzenia: pendrive'y, odtwarzacze, kalkulatory... cokolwiek. Potem wysyła cię na schody i w lewo. Tam jest poczekalnia.

