No proszę, wszyscy tworzą blogi i opowiadają o swoich przygodach w Ameryce, a ja jeszcze nie wyjechałam, ale już piszę )))
Pewnie emocje, nadzieja, wiara... to wszystko skłoniło mnie do podzielenia się swoimi odczuciami i przemyśleniami. Do tego na dworze (-20) :)) Grzeje tylko herbata, kaloryfery i marzenie !!!
Kurczę, kiedy pojawiają się myśli o ambasadzie i J-1 Visa, zaczynam się denerwować :)
Ale szczerze wierzę i wmawiam sobie oraz im, że wszystko będzie very good !!!
A teraz zacznijmy od początku:
Myśl o wyjeździe do Ameryki siedzi w mojej głowie już od dawna, ale zbieram się już 2 lata, pierwszy rok był nawet niepoważny, ale w zeszłym roku już konkretnie się nastawiłam, że pojadę, pogadałam z rodzicami... i nagle - ten cholerny kryzys, wszyscy zaczęli mnie odradzać, no i uwierzyłam, chociaż niepotrzebnie, trzeba było stać przy swoim! Kiedy przyjechali znajomi i opowiedzieli, jak spędzili lato i jak zarobili, obejrzałam zdjęcia i podwójnie pożałowałam, że uległam tym, którzy mnie odradzali.
Z tego wszystkiego wyciągnęłam wniosek, że w przyszłe lato na pewno pojadę podbijać swoje marzenie ^_^
I oto - pierwsze kroki już zrobione, załatwiliśmy formalności, wpłaciliśmy pierwszą ratę, już przysłali DS-2019 (czym jesteśmy w szoku, bo planowaliśmy, że to będzie w styczniu, lutym, według słów agencji), teraz zostało to, co najważniejsze :))))) - opłacić resztę kwoty w ciągu 14 dni, przejść rozmowę, otrzymać J-1 Visa i znaleźć job offer-y!
Tak, swoją drogą, dlaczego piszę w liczbie mnogiej i używam MY... Jadę ze swoim chłopakiem, moją bliską przyjaciółką i jej chłopakiem, tak! tak! tak!
Wszyscy jedziemy pierwszy raz, więc tak naprawdę nic nie wiemy :)
Mnóstwo pytań, mnóstwo planów... a trudność polega na tym, że chcemy wszyscy trafić w jedno miejsce. Bardzo chcemy! A agencja powiedziała, że nie może tego obiecać, więc teraz sami szukamy job offer-ów.
No to w zasadzie początek naszej drogi...
Jesteśmy jak czwórka z South Park na okładce mojego bloga... a to światełko to nasza nadzieja i marzenie !

