Domowy kurort)
Naszą podróż planowaliśmy głównie wieczorami, jakoś tak zabawnie klikając w klawisze klawiatury, zamawiając bilety lotnicze)
Przy tym jakoś nie wierzyłam, że w ten sposób gdzieś dotrzemy, chociaż pieniądze na karcie zdawały się topnieć)
Według naszych obliczeń w ciągu tygodnia trzeba było objechać wszystkie najsłynniejsze miejsca Ameryki – Las Vegas, Wielki Kanion, Los Angeles, San Francisco!
No i tydzień odpocząć na Florydzie na wyspie Anna Maria! Na wszystko mieliśmy około 1000$!
Szczęśliwym zrządzeniem losu latem mama Iriny znalazła w Denver (stan Kolorado) jakąś przyjaciółkę (ciocię Olę).
5 lat temu wygrała Zieloną Kartę i przeprowadziła się z rodziną do Ameryki!!! A co najważniejsze, była szczęśliwa, mogąc nas ugościć)))
Naiwnie sądziliśmy, że Wielki Kanion jest niedaleko i że zawiozą nas tam samochodem)
Ogólnie, nie myśląc długo, zarezerwowaliśmy bilety: New York-Denver-Las Vegas (dalej w planach było jakoś dotrzeć autobusami do Los Angeles, a potem do San Francisco)
No i z San Francisco polecieć na tydzień na Florydę! Do Nowego Jorku trzeba było wrócić 30 września!
Ostatnie dni w Nowym Jorku mijały niepostrzeżenie i jednocześnie były jak z gumy (pewnie dlatego, że spaliśmy po 2-3 godziny)!)
Zdołaliśmy na koniec obejść wszystkie bliskie sercu miejsca w mieście, wjechać na Empire State Building, przejechać się rikszą, pożegnać się z meksykańskimi pracownikami, urządzić ostatnią party w domu, delektując się ostatni raz ulubioną Margaritą!
I oto 12 września... Zbieraliśmy się jak zwykle rano, zdążyliśmy tylko wrzucić wszystko, co niezbędne, do plecaków! Na lotnisku wszystko poszło szybko:
żadnego bagażu, zarejestrowaliśmy się już online, po prostu przyłożyliśmy kartę pokładową i już siedzimy na swoich miejscach!!!
W samolocie świetnie się bawiliśmy, wypraszając kolejną paczkę krakersów (to jedyne jedzenie, jakie tam dawali)
z szklanką soku i naruszając przestrzeń osobistą pewnej Amerykanki, żeby sfotografować bajkowe chmury!!!
Pamiętam lekkie uczucie niepokoju, gdy nasz lot z przesiadką w Atlancie opóźnił się o godzinę z powodu burzy, i szaloną radość, gdy biegliśmy do samolotu, który czekał na nas w Atlancie)
I jak podskakiwaliśmy na siedzeniach w rytm "Complicated" Avril Lavigne, gdy zniżaliśmy się nad oświetlone Denver!
Na lotnisku przywitał nas syn cioci Oli, Vanya, z dziewczyną Inną. Po drodze zdążyliśmy ustalić, że do Kanionu nas nie zawiozą, bo dojazd tam zajmuje około 11 godzin... trochę się zmartwiliśmy.
Przyjęli nas bardzo domowo, jak bliskich krewnych) Bardzo miła i gościnna ciocia Ola zastawiła dla nas stół wszelkimi smakołykami)
Tak.. w takim domu chciałoby się mieszkać!
Piękne wnętrze, ze smakiem rozmieszczone różne przyjemne drobiazgi i jednocześnie wszędzie panowała ciepła i rodzinna atmosfera!
Przydzielili nam przytulny pokój z dużym miękkim łóżkiem)
Pierwszego dnia ciocia Ola z mężem zabrali nas do słynnego Red Rocks.
To ogromna scena w skałach, gdzie kiedyś występowali Beatlesi i różne sławy! Niestety, w tym czasie przygotowywano się tam do jakiegoś festiwalu i nie wpuścili nas do środka.. Obejrzeliśmy tylko teren koncertowy z boku, samej sceny nie widzieliśmy.
I tak krajobraz wokół był bardzo inspirujący – pagórkowaty teren z formacjami skalnymi! Trochę powspinaliśmy się po skałach i porobiliśmy zdjęcia.
Potem zabrali nas do miasta Boulder, słynącego ze swoich spacerów! Przeszliśmy się główną ulicą, pełną różnego rodzaju rozrywek!
Strojnie ubrani ludzie, zabawne przedstawienia, sklepy z pamiątkami, różne dekoracyjne drobiazgi) Potem dopiero do mnie dotarło, że tak dużo tęczowych flag bez białego koloru nie jest przypadkiem, widocznie było jakieś święto gejów i lesbijek)
Nas z Irą po życiu w Nowym Jorku, gdzie na każdym kroku można spotkać takie spacery, nic już nie dziwiło)
Tego dnia zdążyliśmy jeszcze zrobić zakupy w dużym outlecie i pójść do klubu bowlingowego! Wieczorem przyjechał po nas Vanya z Inną i ich towarzystwem, nie wypadało odmówić, mimo zmęczenia i chęci snu!
Byłam w kręgielni pierwszy raz i muszę powiedzieć, że szło mi całkiem nieźle)
Następnego dnia zaplanowaliśmy daleką podróż (300 mil) razem z naszymi przyjaciółmi na most Royal Gorge, który uważany jest za najwyższy most wiszący w Ameryce)
Droga w samochodzie wcale nie wydawała się długa i była zabawna))) Po południu byliśmy już na miejscu!
Najpierw przejechaliśmy się wagonikiem do ogromnego wąwozu w skałach, długo się ze mnie śmiali, że ten wagonik pędzi jak na rollercoasterze! Na szczęście wszystko poszło spokojnie i bez nerwów, po prostu czerpaliśmy przyjemność)
Most okazał się naprawdę NIEREALNY! Ogromna przepaść pod tobą, górska rzeczka wyglądająca jak cienka wstążka, a jaki malowniczy widok wokół, po prostu zapiera dech w piersiach!
Przejechaliśmy się też kolejką linową po drugiej stronie mostu, na bungee zabrakło odwagi))
W drodze powrotnej postanowili zabrać nas przez najpiękniejsze miejsca!!! Jak ja uwielbiam jechać samochodem i podziwiać krajobrazy za oknem! Zwłaszcza że takich gór jeszcze nie widziałam, nawet na niektórych szczytach widać było śnieg))
Tak zakończyły się nasze małe wakacje w Denver) Wielkie dzięki dla cioci Oli i całej jej rodziny za gościnne przyjęcie!
Te dni minęły jak w kurorcie ze wszystkimi udogodnieniami))
Pełnowartościowe jedzenie, za którym tak tęskniliśmy: barszcz, kotleciki, domowy twaróg i chleb, koloradzkie brzoskwinie, pierożki z jagodami, czerwony kawior i wino!
Bogaty program rozrywkowy, a także szczere wieczorne rozmowy o życiu!

