30.06.11 06.00 RU
=) Rosyjską wersję bla-bla-bla czyta Luna Lovegood! Naprawdę! =)) Jestem w samolocie z Englishmanem. Fajnie, co =)
Piękny wschód słońca w Moskwie, wszystko jest super. I dobrze, że nie mam iPhone'a, bo zatweetowałabym całą tablicę! He-he.
Ok., toczymy się w stronę nieba...
30.06.11 15.00 (UK)
Oj, czy ja nie jestem głupia?!! Nie byłabym sobą, gdybym nie wpadła w jakąś ekstremalną sytuację przed wyjazdem gdziekolwiek. Co więcej, im dalej trzeba jechać, tym bardziej ekstremalna sytuacja przed drogą 0_0. OMG...
No już, siedzę w samolocie. Wygląda na Boeinga 747. Fajnie, wszystko gra. W obu lotach dali mi jakieś głupie miejsca. Najwyraźniej miejsca przy oknie dają tylko tym, co lecą pierwszy raz =)
No tak, więc! W końcu wpuścili mnie do Londynu!!!!!! A-a-a-a!
To jest niesamowite i ja, naturalnie, jestem in love na zawsze. Oooo =)
Musiałam wypełnić papierek, rozmawiałam z aż trzema pracownikami, tłumacząc, że chcę zobaczyć ich piękny kraj, że moje rzeczy są gdzieś w innym samolocie, że lecę do Unated States i tam mam Work&Travel. A ostatni pan zapytał jeszcze, ile mam pieniędzy. Nie wiem, ile im potrzeba, ale miałam 300 dolarów i moje odpowiedzi ich zadowoliły =)
Wow =) Już w drodze do metra byłam szalenie szczęśliwa z tego wydarzenia.
Kupiłam na lotnisku pocztówki i wodę, żeby zdobyć trochę pounds. Potem ticket na metro za 5 funtów. Pewna kobieta poradziła mi jechać do Picadilly Circus. No, to tam się skierowałam =) Początkowo wszystko jak zwykle, a potem metro jechało na zewnątrz. Wynik - kupa zdjęć domków z okna i zesztywniała w jedną stronę szyja =) Heh. Godzina jazdy. Są też inne sposoby, ale są droższe, jakieś 3 razy. W ogóle, tak.
Wychodzę z metra! Po prostu nie mogę powstrzymać swojego zachwytu!!!! A-A-A- jestem w Londynie! A-a! Krótko mówiąc, stałam w miejscu i kręciłam się w kółko z szczenięcym zachwytem i zdumieniem. To miejsce jest po prostu takie, że naprawdę wszystko dookoła jest piękne. Wszystko-wszystko! Wielka fontanna, puby, bruk. Zrobiłam zdjęcia piękności, potem postanowiłam uwiecznić też siebie dla historii. Jedna smiley kobieta zaproponowała pomoc, nie odmówiłam. Wynik - pierwsze fajne zdjęcie mnie i Londynu =)))
Przy wyjściu z samolotu wzięłam przydatną książeczkę z różnymi wydarzeniami, miejscami, mapą metra, miasta i szczegółowym opisem centrum. Oraz listę słynnych miejsc, które trzeba odwiedzić, skoro już zajrzałaś do Wielkiej Brytanii. Trochę ją przestudiowałam w metrze, mniej więcej zaznaczyłam, gdzie na pewno pójdę. Ale kiedy wyszłam z metra, po prostu poszłam gdzieś, bo a) wszędzie wszystko jest piękne b) wszystko jest w zasięgu spaceru.
Trafiłam na Trafalgar Square z Galerią Narodową, kolejną fajną fontanną, lwami i... policjantami (Wybiegając w przyszłość: długo krążyłam wokół tych fajnych policjantów czy kim oni tam są w swoich fajnych kaskach?)
<<<Teraz 18.20 RU. Chodziłam po Londynie, odejmując 3 godziny od mojego telefonu>>>
Kręciłam się tam, nie pamiętam już dokładnej kolejności, będzie można odtworzyć kronikę ze zdjęć, ale powtarzam: nieważne! tam wszędzie i wszystko (!) jest fajne! Tak-tak-tak - te czerwone budki telefoniczne, autobusy, typowe samochody...
Widziałam Wensminster Abbey. I w ogóle, zabawnie było trafić jednocześnie do podręcznika angielskiego i na pocztówkę! Wszystko było tak nierealnie fajne!!! Z minusów tylko ciężar mojego bagażu podręcznego - ogromny plecak, torba i pakunek + aparat na szyi (dobrze, że nie prof =)) Na brak czasu w zasadzie nie narzekam.
No ile mi wyszło czystego czasu? 9.30-13.10 (serio? pewnie coś mylę... 0_0 nie, wszystko się zgadza! To ja w tyle czasu tyle rzeczy zrobiłam i zobaczyłam?! No naprawdę Harry Potter, nie inaczej.
Postawiłam wszystkie niezbędne haczyki - zrobić zdjęcie z oficerami √ zrobić zdjęcie z budką √ kupić pamiątki √
Fajnie byłoby jeszcze przejechać się piętrowym autobusem, a ja wciąż nie zrozumiałam, gdzie jest słynny most z pocztówek. Jakoś pewnie znajduje się w zupełnie innym miejscu.. To dla mnie na następny raz =) i jeszcze chciałabym zobaczyć gości w czapkach (wiecie, o kim mówię?)
A tak to szwendałam się po centrum, robiłam zdjęcia i dawałam się fotografować, wchodziłam w urocze podwórka, nawet parę razy zjadłam urocze smakołyki. Przeszłam się wzdłuż nabrzeża, nawet trochę pooglądałam występ jednego fajnego ulicznego gościa. Szczerze się uśmiałam =) Przez most, przez park, widziałam ogórka (też chciałabym zobaczyć z bliska), demonstracje z namiotami i bez z różnych powodów.
Tyle różnych ludzi w Londynie =) Ludzie-ludzie-ludzie =)) A chłopaki są sympatyczni, jak wszyscy się ubierają, fryzury... mmm=) cieszy moje kreatywne oko... (drugie też)
co jeszcze... Gorąco polecam! I wszystkim jeszcze raz dziękuję. A-A-A-A!
upd: I tak, finansowo - wydaje się, że poszło 70 dolarów




