23 lipca 2010 (15:20)
Siedzę teraz w chińskim bistro. Zamówiłem cheeseburgera i frytki. Przyjechałem tutaj, żeby odebrać w hostelu mój SSC. Otwierają o 16:30. Dzisiaj nie handlowałem, spałem do 11, chociaż zawsze wstawałem o 7:20.
Trochę boli mnie gardło – dziwne, tutaj przeziębienia prawie się nie „łapią”.
Przez tydzień na wodzie zarobiłem 278$.
Czy sprzedawanie wody jest fajne i opłacalne?
Obok mnie, na drodze, gdzie sprzedaję wodę, stoi jeszcze jeden chłopak, Meksykanin, on też sprzedaje wodę. Rywalizujemy ze sobą. Kto przyjdzie pierwszy – ten zajmuje lepsze miejsce – to ważne. Jest jeszcze jedna żebraczka z kartonem VERY HUNGRY. Ciągle się na mnie złości i mruczy, kiedy zagradzam jej drogę, pokazując swoją wodę. Kilka razy musiałem prawie walczyć z jej mężem, chyba jest psychiczny. No cóż, bez problemów byłoby nudno, prawda? Swoją drogą, ona zarabia więcej pieniędzy ode mnie – Amerykanie bardzo im współczują, ale ja nigdy nie będę żebrać – to pieniądze za nic, trzeba jednak przynosić jakąś korzyść.
Niedawno byliśmy w gościach u Ukraińców, oni też są na Work and Travel USA. Nie polubiłem ich – we wszystkim żarty i negatywizm. Smażyliśmy kurczaka, chłopaki pili szwedzką wódkę. Oni zostają tutaj. To już postanowione. Andriucha też chce zostać. Czy o tym myślałem? Oczywiście. Ale zrozumiałem, że tutaj jest fajnie tym, którzy się uczą, którzy mają tutaj rodzinę, ojczyznę. Ja w Rosji mam o wiele większe perspektywy, mam tam studia na dobrej uczelni na dobrym kierunku, świetną rodzinę i krewnych, jednym słowem, chcę budować swoje szczęście w Rosji. Chociaż w Ameryce bym pomieszkał, ale z kasą – później))
Dzisiaj cały dzień odpocznę, a jutro znowu sprzedaję wodę (3 razy dziennie po 2-3 godziny).



