Waterfront to w zasadzie najpopularniejsza z popularnych (lub na równi z centrum) dzielnic miasta. Być może nawet najpiękniejsza. Do lat siedemdziesiątych nie istniała, na jej miejscu był ocean. Ale potem zasypano ziemię, odzyskując od oceanu całe hektary. A na nowym miejscu powstały Waterfront i Mouille Point. We Waterfront jest zatoka. Mówią, że jeszcze nieco ponad dziesięć-piętnaście lat temu było tam brudno, nieprzyjemnie pachniało i nie było na co patrzeć. Ale stopniowo miejsce to zabudowano sklepami, alejami, restauracjami, klubami, pomnikami, co zmieniło Waterfront w najpopularniejsze miejsce w mieście.
Jeśli chodzi o Mouille Point: składa się w całości z otwartych parków, placów zabaw oraz ścieżek rowerowo-biegowo-spacerowych.
Warto zauważyć, że są tu trzy najbardziej zatłoczone i przyjemne miejsca do spędzania czasu: centrum, Waterfront oraz plaża w Camps Bay, która ma tę samą nazwę co dzielnica. Prawda, w tym ostatnim miejscu podczas afrykańskiej zimy panuje pustka i cisza.
Ale Waterfront i centrum tętnią życiem przez cały rok.
Mówiłem, że teraz, od października, różnica czasu z Moskwą wynosi tylko godzinę?! Jesteśmy godzinę do tyłu. A od Czelabińska — trzy.
Zadzwoniłem do Katiuszki, zaprosiłem ją w gości. Przyszła, opowiada, że zmęczyła się dzisiaj. Cały dzień biegała po sklepach, szukając butów, które by jej się spodobały. Takich nie znalazła, kupiła, mówi, ładną sukienkę. James ma coś w rodzaju zakończenia studiów na uniwersytecie, dostał dyplom — więc postanowiła wystroić się na tę okazję.
— Jak rozumuje kobieta?! Poszłam, znaczy, do sklepu wybrać buty! — opowiada Katia, — żaden fason nie pasował! Długo przymierzałam sukienki, ale nie znalazłam takiej, która pasowałaby do koloru oczu. Co robić? Musiałam kupić torebkę!
Zawsze podaje ten przykład w odniesieniu do kobiecej logiki i mówi, że sama często tak postępuje.
26 listopada 2008





