Czekałam na powrót znajomej do połowy września, a kiedy wróciła, pospieszyłam, żeby ją wypytać co i jak. W końcu pojawił się przede mną cel, szalenie zapragnęłam pojechać do Ameryki. Kiedy opowiadałam o tym znajomym, życzyli mi „powodzenia”, ale nie myśleli, że naprawdę tego chcę i że będę dążyć do celu za wszelką cenę. Teraz nawet śmiesznie jest wspominać, jak zaczęłam truć rodzicom o Ameryce; sama już za wiele nie pamiętam, ale dzięki Bogu wsparli mnie i powiedzieli, że pomogą. Teraz zostało „tylko tyle”: nauczyć się angielskiego i dostać na studia. Rodzice zaczęli zauważać, że stałam się trochę poważniejsza. Na początku umówiłam się ze znajomą (która była w Ameryce), żeby mnie podszkoliła z angielskiego, i na tym gruncie się zaprzyjaźniłyśmy (wybiegając w przyszłość, mogę powiedzieć, że teraz jesteśmy Best friends), tak uczyłyśmy się razem przez około 3 miesiące. A ja byłam w 11 klasie, trzeba było zdecydować, gdzie będę składać papiery... no cóż, usiedliśmy z rodzicami myśleć, mama powiedziała, że wyśle mnie tam, gdzie uczą angielskiego, więc zdecydowaliśmy, że pójdę na filologię obcą. Znaleźliśmy dobrego korepetytora, dużo się uczyłam, przygotowywali mnie do egzaminu EGE. Zupełnie przypadkiem, chyba w lutym, natknęłam się na naszym uniwersytecie w Permie na specjalność o nazwie biznes międzynarodowy, sama nazwa mnie przyciągnęła, dowiedziałam się więcej o tej specjalności i zrozumiałam, że to jest to, czego chcę – i angielski, i ekonomia. Powiedziałam rodzicom, a oni na to: „działaj, jak się dostaniesz, to wszystko będzie dobrze”, ale najpierw trzeba było zdać EGE. Nadszedł maj, czas egzaminów, a ja byłam prawie nieprzygotowana, dzięki Bogu zdałam egzaminy i dostałam świadectwo BEZ trójek. W czerwcu przyjaciółka znowu wyjechała do Stanów, a ja znowu całymi nocami rozmawiałam z nią przez ICQ albo ona dzwoniła na mój telefon stacjonarny, a w tym samym czasie przeglądałam jej nowe zdjęcia. Przede mną była rekrutacja na uniwersytet. Kiedy poszłam składać dokumenty, okazało się, że trzeba przejść rozmowę kwalifikacyjną z dziekanem i od jego decyzji zależało, czy się dostanę, czy nie. Okazało się też, że specjalność, którą wybrałam, jest najbardziej prestiżowa (spośród różnych innych ekonomicznych) i najdroższa w Permie. Przed rozmową strasznie się denerwowałam, ale nic trudnego nie było. Tak oto zostałam studentką Permskiego Uniwersytetu Państwowego! A pamiętacie, co było na początku? Nie miałam żadnego celu, ale po nocach spędzonych w internecie i zdjęciach Ameryki wszystko potoczyło się w ten sposób (prawdziwa historia Kopciuszka).
