Czy zdarzyło ci się kiedyś iść na zakupy ze swoim szefem?? A mi się zdarzyło... Bagażu nadal nie ma.. a jutro trzeba iść do pracy.. W poszukiwaniu munduru udaliśmy się do Ross - sieci sklepów z relatywnie tanimi ubraniami. To nie jest lumpeks, nie, chociaż w Ameryce to też jest popularne.. po prostu sklep, gdzie można znaleźć nawet markowe, firmowe rzeczy bardzo tanio lub z niezłą zniżką. Co mi się najbardziej podoba: ludzie w USA mają wybór! Ubrań jest mnóstwo, drogich też nie brakuje, ALE jeśli chcesz ubrać się tanio, MASZ taką możliwość. A do tego popularne są wyprzedaże i to nie takie śmieszne zniżki jak u nas (5-10%)! Na wyprzedaży dobrą, jakościową rzecz można kupić 5-10 razy taniej, niż kosztowała wcześniej. Dlatego nawet zwykli robotnicy mogą sobie pozwolić na zakup prawdziwych butów Nike. Żal za ojczyzną.. Wszystko jest bardzo tanie. Z ciekawości patrzymy na metki - produkcja: Bangladesz, Wietnam, Kambodża.. Wszyscy pracują na Amerykę. I co jeszcze jest fajne - rozmiary są DOWOLNE! dżinsy szyją na każdą, przepraszam, piątą część ciała.. a wszystkie bluzki są zrobione jakby dla kobiet w ciąży: luźne i z talią pod biustem - żeby Amerykanie mieli gdzie swoje "bogactwo" podziać.. Ale, nawiasem mówiąc, fakt, że WSZYSCY Amerykanie są grubi - to nieprawda. Ale jeśli już są grubi, to na 100!! (a nawet 150kg =)) a najgorsze jest to, że nawet ich dzieci cierpią na otyłość! Wiele razy byliśmy świadkami tego, jak jakaś 8-letnia dziewczynka-słonik (od tyłu, nawiasem mówiąc, można pomyśleć, że to kobieta w wieku 35 lat) pluska się w oceanie, a obok niej taka sama mama-słonik, tata-słonik i babcia-słonik... masakra..
Ale wróćmy do naszej historii, ceny są świetne: dżinsy - 15$, sukienka - 7$, buty - 13$, za 100$ można odświeżyć całą garderobę! W skrócie, w naszym przypadku było tak: do munduru potrzebne były dżinsy i trampki. I my, znaczy, biegaliśmy w poszukiwaniu odpowiednich, a potem pokazywaliśmy je Reinie (naszej szefowej).. żeby uzyskać aprobatę.. oto.. przyjemności, trzeba powiedzieć, mało.. i na koniec opowiem jeszcze o tak ważnej rzeczy jak pasek. Kiedy już staliśmy przy kasie, Reina była bardzo zdziwiona tym, że nie kupiliśmy pasków, spojrzała na nas tak dziwnie.. No, pomyśl sobie, pasek to pasek, (szef przecież zawsze ma rację =)) - poszliśmy i kupiliśmy.. jakie było nasze zdziwienie, kiedy później nam powiedziano, że dziewczyny bez pasków w USA - no, ogólnie rzecz biorąc, są innej orientacji.. i my tak z Nadią, przyjeżdżamy, WE DWIE i BEZ PASKÓW! co ludzie pomyśleli?))))

