16 lipca 2009
Po przyjeździe do Nowego Jorku spędziłem dwie noce w hostelu w Harlemie i dopiero trzeciego dnia znalazłem mieszkanie i mogłem wprowadzić się na Brooklyn. Teraz mieszkamy z jeszcze jednym chłopakiem w piwnicy, którą wynajmujemy za 475 miesięcznie na dwóch. Trzeba przyznać, że ta piwnica jest całkiem normalna, a w sąsiednim pomieszczeniu jest toaleta, prysznic i kuchnia. Posprzątaliśmy i ogólnie rzecz biorąc, da się tu żyć.
Zresztą, nie o tym chcę na razie opowiadać. Szukaliśmy pracy przez 4 dni i nic nie znajdując, pewnego wieczoru podeszliśmy do postoju riksz, znowu w poszukiwaniu pracy. Jakie było moje zdziwienie, gdy wychodząc stamtąd, spotkałem chłopaka, z którym mieszkałem w Norfolk. On i jeszcze trzech innych studentów wyjechali do Nowego Jorku jakieś 10 dni wcześniej niż my.
Szukali pracy przez tydzień i w końcu trzech z nich przyjęli do McDonald's za 7.5 na godzinę. A Jury (tego samego chłopaka) nie przyjęli. Innej pracy nie znalazł, a pieniądze skończyły mu się dość szybko (Nowy Jork to bardzo drogie miasto). I naturalnie, kiedy został bez pieniędzy, eksmitowali go stamtąd, gdzie mieszkał i wylądował na ulicy. Z pięcioma dolarami w kieszeni. Właśnie w takim położeniu go spotkaliśmy. Opowiedział, że jedną noc nocował gdzieś w parku. Drugą też chciał, ale spotkali go Świadkowie Jehowy (co do diabła oni robią w NY? Nie mam pojęcia) i zabrali do schroniska dla bezdomnych. Miejsce okazało się tak parszywe, że ci Świadkowie nawet nie zostawili go tam na noc, a zlitowali się, zabrali go do hotelu i zapłacili za noc. Potem jednak zniknęli. A on rano został z tymi samymi pięcioma dolcami i bez domu. Następną noc spędził w metrze.
Dowiedziawszy się o tym, zabrałem go do nas, bo mieliśmy przynajmniej materac dla niego, na którym mógłby spać. Rano porozmawiałem z właścicielem mieszkania i poprosiłem go o zakwaterowanie u nas trzeciej osoby. Naturalnie poprosił o więcej pieniędzy - 550 za trzech miesięcznie. Oddaliśmy mu 25 - wszystko, co wyskrobaliśmy, i zostaliśmy jeszcze dłużni 50. Skąd je wziąć, na razie nikt nie wie.
Tymczasem zacząłem pracować jako rikszarz, żeby otrzymywać choć jakieś pieniądze na jedzenie. Zresztą, jeśli sprawa pójdzie normalnie, to wystarczy i na wszystko inne. Wszystko, czego teraz chcę, to kupić koc, bo w nocy jest tu strasznie zimno.
Takie to sprawy. Co mnie cieszy, to to, że przez najbliższe trzy tygodnie mam przynajmniej miejsce, gdzie mieszkać.
P.S. Do tych, którzy do mnie piszą: teraz mam pewne problemy z internetem, nijak nie mogę znaleźć normalnego punktu. Przepraszam, jeśli znikam z ICQ lub nie odpowiadam na wasze wiadomości. Najlepszy sposób, żeby się ze mną skontaktować teraz, to poczta. Have a nice day, guys.

