Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką. Opowiedziałam jej, że się przygotowuję. Kiedy usłyszała, że JUŻ opracowałam trasę, wypisałam numery alarmowe, przekopałam mnóstwo stron i przeczytałam o różnych sytuacjach awaryjnych i sposobach radzenia sobie z nimi... powiedziała, że NIKT ze znajomych, którzy podróżowali lub zamierzają podróżować, nie przygotowywał się TAK jak ja. Uważają, że najlepszy wypoczynek to improwizacja i że w ogóle wszystko było dobrze bez tak starannego przygotowania.
A ja uważam, że najlepsza improwizacja to dobrze wyćwiczona improwizacja. Czy może się mylę? Ale mi naprawdę podoba się takie przygotowywanie do wyjazdu, czytanie i myślenie... I jestem absolutnie pewna, że i tak wiele rzeczy pójdzie nie tak, jak zaplanowałam, będzie mnóstwo komicznych sytuacji i tym podobnych... Ale przynajmniej na część tego, co mnie czeka, będę gotowa. W końcu nie będzie tam rodziców ani męża, do których można zadzwonić i powiedzieć: "Zabierzcie mnie stąd, zaczyna padać". A ja będę wiedziała, że trzeba wziąć parasol, bo o tej porze zazwyczaj zbierają się chmury. (Jeśli coś, to jest to abstrakcyjny przykład. Przypis autora)
Ogólnie rzecz biorąc, czekam na rozmowę w konsulacie..)


