I ruszyliśmy!
Noc w autobusie minęła niepostrzeżenie i następnego ranka byliśmy już w Miami. Do hostelu dotarliśmy zaskakująco szybko, mimo że nie mieliśmy nawet mapy miasta. Zawsze można zadzwonić na recepcję i poprosić o wskazówki dojazdu lub zapytać miejscowych, jeśli ma się adres. Swoją drogą, przez całą podróż nie mieliśmy ani jednej mapy żadnego miasta!)))) Do dziś nie rozumiem, jak przeżyliśmy!))
Zresztą, odbiegłam od tematu!) o czym to była mowa..? ...Miami...)) Ci, którzy myślą, że nie ma tam nic poza plażami i klubami, są w wielkim błędzie! Miami ma bardzo piękny downtown, który podobał mi się nawet bardziej niż wieżowce Nowego Jorku. Na South Beach znajduje się największa na świecie dzielnica zabudowana w stylu art déco. W Miami jest też mnóstwo muzeów, w tym słynne Muzeum Sztuki Współczesnej. A ciepły, lazurowy ocean tylko dodaje temu miejscu uroku.
Bardzo chcę polecić hostel, w którym się zatrzymaliśmy! Znajduje się w samym centrum South Beach, zaledwie 5 minut spacerem od plaży. Zapewniają tam również śniadanie, obiad i kolację, a wszystko to za jedyne 30 dolarów. Ale to wcale nie jest najważniejsze! Można dostać się do najlepszych klubów w Miami niemal za darmo, jeśli zatrzymasz się w Miami Beach International Hostel! Działa to tak: na recepcji zostawiają listy, wpisujesz siebie i swoich znajomych i otrzymujesz wejściówkę VIP do klubu. Około godziny 11 wszyscy chętni na imprezę zbierają się na dole i wspólnie ruszają na zabawę. I zamiast stać w kolejce do selekcji, lekko podchmieleni i zmęczeni studenci wchodzą przez wejście VIP, ignorując zazdrosne spojrzenia tłumu! Na przykład ja z przyjacielem trafiliśmy do Mansion, który znajduje się w top 5 najlepszych klubów świata... (przynajmniej tak sami twierdzą)))) i za wstęp zapłaciliśmy tylko 5 dolarów!) Nawet nie będę próbować opisywać tego klubu. Sam fakt, że następnego dnia występował tam Lil Wayne, 3 dni po nas – Snoop Dogg, a tydzień później Paul van Dyk, wyjaśnia wszystko lepiej niż słowa...




