Dzisiaj przyjechała Alona... Przyjechała na lotnisko godzinę wcześniej... Usiadła, zaczęła czytać książkę i nawet nie zwróciła uwagi na tablicę... Potem, kiedy nadszedł czas, podeszłam do bramki, z której miała wyjść... Stoję 5 minut, czekam – nie ma, 10 – nie ma, 15 – nie ma... Już zaczęłam się denerwować, bo miałam dzisiaj rozmowę z generalnym menedżerem w tej restauracji... Zapytałam pracowników, a oni mówią, że zaraz przyleci... Potem podeszłam znowu, a oni mi mówią: 'Ojej, ona już godzinę temu przyleciała'. Jak szalona rzuciłam się do Baggage Claim i patrzę – stoi... Uff... znalazła się i nie zgubiła. Pojechałyśmy do domu, a ja pojechałam na rozmowę. W rezultacie po rozmowie powiedzieli, że przyjmują mnie jako Host... Poszłyśmy z Alenką (od teraz moja siostra...) na spacer po mieście... Pokazywałam jej lokalne atrakcje... Dzisiaj było zimno... Brrr...

