Jestem w Honolulu już czwarty dzień, miasto jest piękne, ciepło, pogoda dopisuje, deszczu nie ma. Mieszkam w dzielnicy Waikiki, 100 metrów od plaży o tej samej nazwie. Roślinność jest zachwycająca, wszystko w różnych kolorach. Do pracy dopiero za trzy dni, a na razie po prostu marnuję pieniądze. Mieszkam w międzynarodowym hostelu, jest tu mnóstwo ludzi różnych narodowości i w różnym wieku.
W samym mieście prawie połowa populacji to Azjaci, więc nikt nie patrzy na mnie ze zdziwieniem, dziwią się tylko wtedy, gdy dowiadują się, że jestem z Rosji. Muszę tłumaczyć, że w południowej Syberii ludzie właśnie tak wyglądają. Niektórzy wiedzą, gdzie leży Mongolia, dzięki temu jest łatwiej.
Trudno znaleźć mieszkanie. Wszystko jest tu bardzo drogie. A mieszkania wynajmuje się głównie na okres powyżej sześciu miesięcy. Czekam na dziewczyny z Rygi. Mają przyjechać i wtedy się zobaczy.
Coś za wcześnie przyjechałam... Ale z drugiej strony, chodzę i oglądam miasto. Przeszłam już wzdłuż i wszerz całą dzielnicę Waikiki. Sama się boję, ale nic nie szkodzi. Mam nadzieję, że nie zginę :-)

