Jak szybko zleciał ten miesiąc! Niby nic szczególnego nie robiłam, a już jedna trzecia czasu minęła. W tym miesiącu poznałam tyle nowych osób :-)
Odwiedziłam Uniwersytet Hawajski, bardzo mi się podobał, nie miałabym nic przeciwko, żeby tam studiować :-)
Pojechaliśmy do wodospadu w dżungli, chodziliśmy tam boso, było świetnie.
Góra Tantalus, z której rozpościera się obłędnie piękny widok na nocne Honolulu. Chyba nigdzie indziej nie widziałam czegoś takiego. Tyle świateł, niebo w gwiazdach, w oddali ocean i odbijający się w nim Księżyc.
Pewnej nocy w fajnym towarzystwie pojechaliśmy w miejsce o nazwie Black Point. To taki basen w skałach, o który rozbijają się fale. Pływasz sobie, a z góry uderzają takie wielkie fale :-) uczucie jest wspaniałe.
W jeden z moich dni wolnych poszłam do zoo na Hawajach, gdzie najbardziej spodobały mi się żółwie z Galapagos, nakrapiane, pełne gracji żyrafy i gigantyczny hipopotam :-)
