Szczerze mówiąc, gdzieś pod koniec września w amerykańskiej okolicy, w której pracowałem i mieszkałem, zaczęła się dyniowa gorączka. Wszystko zaczęło się od piwa "Pumpkin Head", jak zwykle z nalewaka. Potem pojawiły się jeszcze bardziej niepokojące sygnały: ciasta z tego samego materiału, dyniowe cukierki. Krótko mówiąc, na Halloween mieliśmy: dyniową kawę, dyniową gorącą czekoladę, dyniowe mydło, gąbki w kształcie dyni, ogromne dynie na ladach, dyniowe głowy przy domach, haftowanie dyń, dziergane dynie, dynie w dyni, kubki i kostiumy karnawałowe, gumki do ścierania i gumy do żucia itd. Krótko mówiąc, wszystko, co tylko przyjdzie do głowy. A dla nich to normalne. Kiedyś zwróciłem im na to uwagę, po prostu pokręcili głowami, że taki sezon, dyniowy...
Latem we wszystkich sklepach obuwniczych i sportowych w stanach sprzedawali coś przypominającego rosyjskie kalosze z dziurami, kosztujące około 50 dolarów, i guess what, wielu ludzi kupowało i nosiło te rzeczy. Pomyślałem, że mógłbym z dziadkiem i jego dwururką zarobić miliony w Ameryce, przerabiając zwykłe buty na bardziej wygodne i przewiewne.


