2029...
Ciekawe, w jakie to nieznane krainy zaniósł teraz ciebie, drogi czytelniku, niespokojny wiatr wędrówek, zrodzony z mojej twórczej wyobraźni?!
Zaintrygowany, przyznaj się?! 2029?.. „Nie może być – być może naiwnie pomyślisz. – Czyżby... 2029 – rok... Czyżby... Przecież trzeba mieć nie lada odwagę i niepodrobioną przenikliwość, żeby tak po prostu, śmiało i bezwstydnie wyprzedzić bieg czasu; szybko i niezauważalnie, po prawdziwemu, po gospodarsku przeskoczyć przez niejedną dekadę i, ku swojemu zdziwieniu i niezmąconemu szczęściu, nie odczuć na sobie nieodwracalnego wpływu czasu...”
Teraz, mój czytelniku, rozejrzyj się wokół, otwórz szerzej oczy. Rok 2029... Znaleźliśmy się (być może cię to nie dziwi) w świecie inteligentnych maszyn. Tak, uprzedzam twoje oburzenie i ewentualne obawy: bez wątpienia, w świecie nie tylko inteligentnych maszyn, ale i w świecie ludzi, na swój sposób utalentowanych i tak niepodobnych, ale jednakowo odnalazłych swój przytulny kącik, swoje „miejsce pod słońcem” i stale odczuwających troskliwe, ojcowskie spojrzenie maszyn.
Zdumiewające, ale wszystkie twoje – mogę się domyślać – najbardziej niewiarygodne i niemożliwe, jak się wtedy wydawało, w odległym już 2010 roku, osiągnięcia techniczne i innowacje są teraz tak namacalne i realne! Oto one, tuż przed twoimi szeroko otwartymi oczami! „Gdzie, gdzie?” – niespokojnie rozglądasz się. – „Nic nie widzę...” Czekaj, nie denerwuj się (jak małe dziecko, słowo daję :) ) – włącz, drogi czytelniku, swoją bezcenną wyobraźnię, a ona z powodzeniem wykona swoją pracę nawet bez mojej pomocy... No co, udało się?!..
... Oczywiście, tak dobrze cię rozumiem, twoje pomysły i obrazy rozegrały się na dobre, osiągnęły, jak to mówią, najbardziej zdumiewające formy i rozmiary... Tak bardzo nie chcę, mój drogi, przerywać tych słodkich marzeń o niewiarygodnym i potwornie pożądanym przyszłym życiu, ale niestety, musimy ruszać dalej...
Wiesz, przyznaję, nie tyle zdumiewają mnie te nieopisane (uwierz mi, moja wyobraźnia wciąż jest do czegoś zdolna) osiągnięcia techniczne, co to, że nawet w takim maszynowym raju człowiek, potwornie rozpieszczony maszynową troską i komfortem, wciąż (choć nie, być może nawet w większym stopniu: nie na darmo mówią, że mądrość przychodzi z wiekiem – otóż mądrość ludzkości gromadzi się dziesięcioleciami) ceni słodką komunikację z uzdrawiającą naturą; i świat, malowniczo otwarty na stronach książki; i uzdrawiający spacer po nieznanej drodze, wabiącej w dal... Zgodzisz się, my teraz, podróżnicy-futurolodzy, jak nikt inny jesteśmy bliscy i rozumiemy to uczucie „niewiarygodnego spaceru po nieznanej drodze, wabiącej w dal”...
Rozejrzyjmy się dobrze wokół: oto księgarnie, uprzejmie udostępniające książki tym, którzy wolą „odkrywać” dla siebie świat książki, trzymając ją bezpośrednio w rękach, a obok, spójrz: do granic możliwości zautomatyzowane i wyposażone zgodnie z najnowszymi osiągnięciami techniki biblioteki elektroniczne – dla tych, którzy pewnie kroczą z duchem czasu.
A oto... a tutaj... niewiarygodne... spójrz tutaj! Czujesz jakieś uczucie rozczarowania? Jak ja cię rozumiem! Tak wiele rzeczy, które chce się zobaczyć, dotknąć, wiele się dowiedzieć – a tak niesprawiedliwie mało czasu...
Posłuchaj, wydaje mi się, że wpadłam na bezbłędny (nie będę skromna) pomysł: trzeba przejrzeć prasę. Przecież gazety, czasopisma (każdy czytelnik z pewnością bez trudu dobierze czasopismo w swoim guście) jak nic innego opowiadają o wydarzeniach, prawdziwych i nie tylko, bieżącego życia. Spróbujmy: więc, chcesz w formie elektronicznej? Choć wiesz, ja chyba po staremu, spojrzę na to z kolorową okładką. Tak... spis treści... Aha, nauka i technika – wystarczająco dużo widzieliśmy na własne oczy... Polityka – szczerze przyznam, nie bardzo mnie interesuje... Życie gwiazd, sztuka – dowiemy się w swoim czasie... A to co?!.. Ciekawe... IEC?! International Exchange Center?! O ile pamiętam, to tylko Międzynarodowe Centrum Wymiany, pozwalające studentom „bez problemu pojechać do Ameryki na kilka letnich miesięcy, aby legalnie pracować i podróżować po kraju”. Prawda, nie rozumiem: IEC i cała rubryka w tygodniku?! Dlaczego IEC? Przecież podobnych firm jest teraz (chwileczkę, bądźmy do końca szczerzy i uczciwi, nie teraz – w 2029 roku, a teraz – w 2010 roku) dziesiątki! A popularność i sława, plus jeszcze strona w modnym czasopiśmie – tylko u jednego! Teraz jestem poważnie zaintrygowana... Koniecznie muszę dowiedzieć się, o co tu chodzi: szósta... ósma... aha, oto potrzebna mi 12. strona. Nie mogę się doczekać, żeby spojrzeć...
ŻYCIE DZISIAJ 31 grudnia 2029 roku
- strona
IEC – unikalne osiągnięcie ludzkości
Oczywiście nasi stali czytelnicy zdążyli już dokładnie przestudiować działalność MCW. Ale jesteśmy przekonani, że dzisiejsza rubryka zaskoczy i ucieszy ich. Na stronie IEC poprosiliśmy o podzielenie się swoimi opiniami. Przyszły setki tysięcy listów! Publikujemy wywiady przeprowadzone przez naszego korespondenta.
...Zwracając się do Centrum, byłam zaskoczona troskliwym podejściem do mnie...
- Co może pani powiedzieć o pracy IEC?
- Wiecie, na dzień dzisiejszy IEC jest jedyną na rynku, absolutnie nieposiadającą konkurentów, firmą-monopolistą, jak powiedzieliby ekonomiści. Jeszcze dosłownie 5-6 lat temu dziesiątki podobnych firm stanowiły dla niej konkurencję, ale stopniowo dobrowolnie (co jest bardzo rozsądne z ich strony) odeszły z rynku. Jak to możliwe? Czy konsekwencje tej monopolizacji panią przerażają? Daremnie: po pierwsze, konsument, jego opinia i popyt dyktują zasady gry rynkowi – to raz; po drugie, proszę mi wierzyć, w interesie Centrum absolutnie nie leży tracenie tak wdzięcznych klientów!
- Czy pani też należy do „takich wdzięcznych klientów”?
- Tak, w swoim czasie, w 2010 roku (zdumiewające, jak dawno to było), będąc studentką uniwersytetu ekonomicznego, brałam udział w programie Work and Travel. Ale i dziś z radością śledzę sukces i rozkwit firmy, a teraz także moje dzieci są jej wdzięcznymi klientami.
- Dobrze, ale mimo wszystko, dlaczego wtedy, wiele lat temu, wybrała pani właśnie IEC?
- Wszystko jest proste. Zwracając się do MCW, byłam dziecinnie zaskoczona i zdumiona troskliwym podejściem do mnie. Prawdę mówiąc, i dziś, po latach, wiem, że moje dzieci są w dobrych rękach!
- Co ma pani na myśli?
- Rozumiesz, kiedy zwracałam się do Centrum, rozumiałam, że osobista, tet-a-tet komunikacja z każdym studentem, tak, jest przydatna i konieczna, ale niestety nieosiągalna i nie do zrealizowania: czas i możliwości pracowników MCW są dalekie od nieograniczonych. Wtedy stałam się naprawdę ciekawa, w jaki sposób poradzą sobie z tym problemem: przecież stałe informowanie i dialog – są po prostu niezbędne...
- I?..
- Newslettery...
- Tylko tyle? Przecież żadna szanująca się organizacja, firma bez elektronicznej komunikacji – jest NICZYM!
- Tak, całkowicie się z tobą zgadzam. Ale, rozumiesz, sedno tkwi nie tyle w wykorzystaniu osiągnięć Internetu, co w treści, wypełnieniu tych listów. Studenci zwracają się do MCW, jak pamiętam siebie, tacy „zieloni”, w dobrym tego słowa znaczeniu ambitni, zakłopotani, przyznaję, trochę przestraszeni: przecież trzeba znaleźć się w obcym kraju. I tak ważne jest, aby zrozumieć to i wesprzeć młodych ludzi w ich dążeniu do samodzielnego życia. A jak wesprzeć? – newsletterami. Czytałam, pamiętam, broszury i rozumiałam: ze mną, koniecznie ze mną, komunikują się; co zdumiewające, wyprzedzają mimowolnie pojawiające się u mnie pytania; dzielą się swoim doświadczeniem – i to wszystko w tak prostym, przystępnym, zrozumiałym, wcale nie pretensjonalnym języku...
- Tak, nie sposób się z panią nie zgodzić: pełna orientacja na studentów w swojej pracy, szczegółowe przemyślenie wszystkich subtelności i niuansów pozwoliły IEC słusznie zająć dziś wiodącą pozycję na rynku.
...Europejscy studenci, utalentowani od urodzenia, wychowani przez IEC, są podstawą niewyczerpanych pomysłów, tryskającej energii i niegasnącego entuzjazmu...
-
Proszę powiedzieć, jest pani dziś bezpośrednim klientem MCW. Czy zgadza się pani z opinią starszego pokolenia?
-
Niewątpliwie! Wszystko to prawda. Prawda, przez te lata (przecież to już 2029 rok!) w pracy IEC zaszły kardynalne zmiany. Proszę samemu ocenić: dziś każdy szanujący się student nie wyobraża sobie życia bez MCW. Jeśli chcecie, MCW to stopień w edukacji, karierze, którego nie można po prostu przeskoczyć (i przyznać trzeba, że wcale się nie chce) – trzeba go koniecznie przejść, śmiało i pewnie, i z przyjemnością.
-
Może coś jeszcze?
-
Wzrósł na przykład personel MCW. Dziś jest po prostu ogromny: menedżerowie, psycholodzy (troska nie tylko o pozytywny klimat w zespole, ale oczywiście także o moralne przygotowanie studentów jest o, jak ważna), nauczyciele (angielski – dla nas już nie jest przeszkodą), projektanci, ankieterzy, dziennikarze... – dosłownie wszystko jest wzięte pod uwagę i przemyślane.
To jeszcze nic! Special for you dobierana jest praca – kolosalne, jak mi się wydaje, osiągnięcie Centrum! Bierze się pod uwagę wszystko: wykształcenie, chęci, możliwości, zdolności... Dla nas, studentów, pojawia się unikalna możliwość wypróbowania siebie, rozwinięcia swoich twórczych, zawodowych umiejętności. Powiedzmy, ja, studiując na agenta reklamowego, nie pracowałam w kuchni czy w hotelu, a pracowałam w agencji reklamowej, mądrze dobranej dla mnie przez MCW. Tak, pochwalę się pani, Amerykanie byli tak zadowoleni z mojej pracy, że nawet podziękowali IEC materialnie. Proszę mi wierzyć, ich inwestycje + inwestycje innych zadowolonych pracodawców pozwolą IEC wymyślić coś nowego. Co tu mówić, dzięki MCW, to lato było po prostu niezapomniane dla mnie, przydatne dla mojej przyszłości. Teraz widzicie, jak MCW pomaga studentom realizować siebie, a Amerykanom... -
Uzyskać korzyść ekonomiczną?!..
-
W punkt! Jak sami przyznają: „europejscy studenci, utalentowani od urodzenia, wychowani przez MCW, są podstawą niewyczerpanych pomysłów, tryskającej energii i niegasnącego entuzjazmu”. Co, zgodzicie się, w żaden sposób nie przeszkodzi Amerykanom.
-
A czy to prawda, że to właśnie MCW zmusza lub, raczej, naprowadza studentów „na właściwą drogę” :)?
-
Daremnie, nawiasem mówiąc, pani się uśmiecha. W 100%. Rozumie pani, IEC stale przeprowadza wszelkiego rodzaju konkursy, zawody studenckie, turnieje, popychające nas do aktywnego uczestnictwa w nich, do „ślipienia i pocenia się” dla zwycięstwa. Prawda, to było i wcześniej. Ale czego nie było – to staże za granicą... niestety, na razie tylko dla szczególnie utalentowanych i pracowitych: sprawa jest poważna i dość kosztowna. Przyznaję, teraz gorliwie dążę do takiego „ideału i nadziei” MCW (nie tylko dążę, ale i dokładam wszelkich starań) – bardzo nie chcę przegapić danego mi szansy!
-
Zdumiewające, jak szczerze IEC wierzy w studentów, a studenci bez zastrzeżeń polegają na IEC. Co więcej, jak państwo sami słyszeli, tak myśleli studenci dziesiątki lat temu, ale tak też kontynuują myśleć studenci teraz, u progu 2030 roku! Dołączcie!
Rozmawiał korespondent IEC
ŻYCIE DZISIAJ 31 grudnia 2029 roku
Posłuchaj, drogi czytelniku... Nie możemy tracić ani minuty... Biegnijmy z powrotem, do 2010 roku – czas sprawdzić wszystko na sobie...
P.S. Do zobaczenia w 2029 :)!
