Więc o skarbonce... żeby wkładać tam pieniądze, trzeba by je zarabiać, a tu jest haczyk... mam drugą zmianę na uczelni... pracować jest nierealnie... ale pragnienie jest silniejsze... (a, jeśli pamiętacie agencję, w której pracowałam, to odeszłam stamtąd jeszcze w sierpniu... bardzo bolało odchodzić... chłopaki stali się drugą rodziną... te wszystkie spotkania i wspólna herbata=)).. jednak przez pracę popsuły się relacje z ojcem... więc musiałam wybierać... a do tego nauka na głowie... fizycznie nie wyrabiałabym z pracą, bo zawód pośrednika w obrocie nieruchomościami wymaga bardzo dużo wolnego czasu... latem pracowałam od świtu do zmierzchu... latem zachody słońca są późne...=)... nie mówmy o tym..
Chciałam pracować, ale rozumiałam, że to nierealne... ale chciałam! I to jest najważniejsze... Moja znajoma w tym czasie zatrudniła się w McDonald's, a tam, jak to bywa, na początku trzeba popracować jako sprzątaczka.. to mi nie odpowiadało... no jak to?? Będę myć podłogę, a tu moi znajomi przyszli na burgery!!!))))... nieee... nie mogłam sobie tego wyobrazić!!!...
Po tygodniu zatrudniłam się jako sprzątaczka...))...
Kurtyna...)))))
W swoim akademiku.
Swoją drogą, tak, mieszkam w akademiku! Jest drogi, cholerstwo, ale wychodzi trochę taniej niż wynajmowanie pokoju).. A jak wiadomo, ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka!)))
Zatrudniłam się jako sprzątaczka na 2. piętrze. (nasz akademik jest na 4.).. 6 gabinetów, pół korytarza i męska toaleta...
Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będę pracować jako sprzątaczka - wyśmiałabym go w twarz!)))))
Kiedy mówiłam znajomym, gdzie i jako kto pracuję - śmiali się, mówili "przestań żartować, sprzątaczka! To trzeba było wymyślić!" ))).. potem zaczęli wierzyć)))
Oto tak na pół etatu z pensją 200 tysięcy (to około 70$, dla tych, którzy nie orientują się w białoruskich pieniądzach). Zaczęłam pracować wieczorami lub rano, jak wychodziło. Zgadzam się, 70 - to zdecydowanie za mało... tutaj nawet słowo 'zdecydowanie' wydaje się nie do końca trafne...
Oto tak z pierwszej pensji równo hojna połowa trafiła do skarbonki... tak, tak.. do skarbonki "na Amerykę" "))))
Każdego ranka, wstając o 5, mówiłam "dość! Dziś sprzątam ostatni raz!!!..." do tej pory tak mówię))).. po prostu pocieszam się tym, że jestem jak Kopciuszek))).. Pewnego dnia będzie "bal" (wiza), "książę" (samolot) i "wróżka" (Ameryka-mama) ))))...
W takim tempie długo trzeba będzie zbierać.. jednak staram się...

