Nowy Jork wywiera niezatarte wrażenie, zarówno w dzień, jak i w nocy. W dzień rozpraszają cię biznesmeni i wyglądający jak modele księgowi, którzy pędzą na czerwonym świetle, żeby zdążyć do pracy po lunchu. Ale w nocy widzisz wszystko. Oczy mimowolnie wędrują w górę ku oświetlonemu Empire State Building, oczarowane niemą historią, a ty wchodzisz w kałużę nieprzyjemnego szlamu. Patrzysz na jaskrawe szyldy i wpadasz na fotografujących się turystów. Patrzysz pod nogi – widzisz dym wydobywający się z kanalizacji, kraty drżące od dźwięków przejeżdżającego pod nimi metra. Wszystkie wagony są pomazane graffiti, i to nie tym najpiękniejszym, obawiam się, że takim samym jak w rosyjskim metrze.
Ale wiecie, to wszystko razem tworzy tak nienaruszalne źródło inspiracji, którego nie chce się opuszczać. Kiedy dzielisz świat na szczyty wieżowców i asfalt, wyraźnie wyobrażasz sobie, do czego należy dążyć.
Prowadziłam bloga na Vkontakte (https://vk.com/wielec_usa), tam jest więcej informacji!


