8 sierpnia pracowałam z dziewczynami nie do 6, a do 5. Nasz miły menedżer wypuścił nas wcześniej.
Pobiegłyśmy do swoich pokoi, przebrałyśmy się, zamówiłyśmy taksówkę i wyszłyśmy czekać na samochód. Taksówka przyjechała całkiem szybko. Zdążyłyśmy na bus station i wsiadłyśmy do autobusu. Całą drogę omawiałyśmy, gdzie jeszcze chciałybyśmy pojechać, słuchałyśmy muzyki i po prostu rozmawiałyśmy :)
Droga minęła niepostrzeżenie, bo trwała tylko 2,5 godziny. Przyjechałyśmy na south station. Miałyśmy trochę czasu do odjazdu autobusu do Waszyngtonu. Postanowiłyśmy pospacerować po Bostonie. Przeszłyśmy kilka uliczek w centrum. Boston jest bardzo piękny. Byłam zachwycona. Wydaje się spokojny, ale jednocześnie nie. Wszystko jest w nim z umiarem. W mieście trudno się zgubić. Byłyśmy oczarowane tym miastem.
Po godzinnym spacerze ruszyłyśmy na autobus. Czekała nas długa droga. Jechałyśmy około 11 godzin. Zajęłyśmy swoje miejsca i położyłyśmy się spać. Autobus nie był zbyt wygodny, z wifi, ale, jak się spodziewałyśmy, zimny. Dla Amerykanów taka temperatura w autobusie to norma. My natomiast nie mogłyśmy normalnie spać.
I wreszcie około 8 rano dotarłyśmy do Waszyngtonu. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłyśmy, było pójście do toalety. Tam miałyśmy całą procedurę :)) Umyłyśmy się, umyłyśmy zęby, przebrałyśmy się, umalowałyśmy. W skrócie, w pełni przygotowałyśmy się na wielkie miasto :)) Potem ruszyłyśmy coś zjeść i do Apple store. Chodzi o to, że postanowiłyśmy kupić sobie iphone 5s. Po przyjeździe odkryłyśmy, że apple otwiera się w weekendy dopiero o 11. Chodziłyśmy po mieście. Wokół było mnóstwo sklepów różnych marek. Chciało się wejść wszędzie, ogromna pokusa.
W rezultacie o 11 byłyśmy w apple store. Kupiłam sobie telefon 64 GB, Maszka 32 GB, a Ajka 16 GB :)) Kupiłam też sobie folię, a etui kupiłam wcześniej. Co do cen iphone'a. Nie różnią się wiele od naszych. Wyjaśnię system. Kiedy wchodzisz do sklepów, widzisz 3 ceny. Na przykład mój iphone 5s 64 GB można było kupić za 299, 399 lub 799. Różnica jest bardzo zauważalna. Więc przy zawieraniu umowy, na przykład z AT&T (to jak nasze MTC), na rok, kupujesz telefon za 399, na dwa lata za 299. A jeśli nie chcesz być przywiązany do firmy i korzystać z telefonu wszędzie, to dla ciebie za 799. Oczywiście kupiłam za 799, ponieważ miałam go używać w Rosji. I tak nie tylko z telefonami. Z tabletami sytuacja jest taka sama. Ale ceny tabletów tam nie są drogie. Czy warto kupić telefon właśnie w Ameryce, zdecydujcie sami.
Po tym ruszyłyśmy do “Spy Museum”. Szczerze mówiąc, nie byłam pod wrażeniem. Wejście kosztowało mnie około 26$. Pokazali kilka filmików. Na początku opowiedzieli informacje o różnych agentach, a potem trzeba było wykonywać zadania. Mimo wszystko to miejsce jest bardziej przeznaczone dla dzieci. Nie będę wrzucać dużo zdjęć z tego miejsca. Niech to będzie mała zagadka na wypadek, gdybyście tam poszli :))
Potem spacerowałyśmy po uliczkach Waszyngtonu.
Po mieście poruszałyśmy się głównie metrem. Jest tam bardzo ciekawy system. Podchodzisz do automatu, kupujesz kartę, która kosztuje 2$ i wpłacasz 8$. Jak zrozumiałyśmy, karta wystarcza na dzień przejazdów. Jak z niej korzystać, lepiej zapytać. Tam specjalnie stoi osoba, która pomaga poprawnie zrobić karty. Samemu lepiej nie próbować.
Po muzeum skierowałyśmy się na “White House”. Nie powiem, że wow, ale zobaczyć ten budynek na żywo było nieźle. Jest tam płot, zbyt blisko nie można podejść. Do tego mnóstwo ludzi i każdy chce zrobić zdjęcie.
Także poszłyśmy wzdłuż ulicy po tym. ))
Niedaleko “Białego Domu” jest sklep. Można tam kupić pamiątki. Jeśli coś tam kupisz, możesz zrobić zdjęcie, jakbyś był wewnątrz “White House” :))) Kupiłam na pamiątkę koszulkę.
Dalej spacerowałyśmy, spacerowałyśmy i spacerowałyśmy, wyszłyśmy na ścieżkę, która łączyła wiele słynnych miejsc i pomników) To był “National Mall”. National Mall to w zasadzie centralny punkt Waszyngtonu, w którym skupione są wszystkie najważniejsze zabytki historyczne i pomniki.
Swoją drogą, w Waszyngtonie dużo ludzi biega. Widziałam biegających ludzi wszędzie :))
Najpierw ruszyłyśmy do “Washington Monument”. Poszłyśmy tam już bliżej zachodu słońca... Widok był oszałamiający.
Wiele osób przychodzi poleżeć na trawie, spędzić czas z przyjaciółmi lub samemu.
Za pomnikiem zauważyłam pomnik poświęcony drugiej wojnie światowej (National World War 2 Memorial). Ten pomnik został uroczyście otwarty w 2004 roku i jest najmłodszym ze wszystkich pomników znajdujących się na Głównej Alei. Pomnik poświęcony drugiej wojnie światowej to zbiornik wodny o nazwie “Tęcza” otoczony 56 kolumnami ozdobionymi wieńcami laurowymi, które odzwierciedlają jedność stanów. Para łuków po bokach wody symbolizuje zwycięstwa na Oceanie Spokojnym i Atlantyckim. Na Ścianie Wolności wyryte są indywidualne gwiazdy dla każdego z poległych na polu bitwy drugiej wojny światowej. Dwie wspaniałe fontanny dopełniają kompozycję pomnika.
Długo nie mogłam opuścić tego miejsca... Jakby mnie wabiło...
Ale zebrałam myśli i nabrałam sił, bo chodziłyśmy dość długo, poszłyśmy dalej.
A dalej czekał na nas “Lincoln Memorial”. Miejsce bardzo piękne i ciekawe :)
Pomnik symbolizuje wiarę Lincolna w to, że wszyscy ludzie powinni być wolni.
Po tym przeszłyśmy całą tę ścieżkę w przeciwnym kierunku i ruszyłyśmy do “United States Capitol”. Szłyśmy około 2 godzin :))) Ale było warto. Kapitol zachwyca swoim pięknem. Koniecznie tam idźcie.
Potem poszłyśmy zjeść i na autobus)
Zapomniałam powiedzieć, że na samym początku poszłyśmy do Chine Town, bo było niedaleko od apple store i tam można było zrobić nową kartę sim do telefonu. Nie było tam nic szczególnie ciekawego, poza pięknym łukiem i ulicznymi muzykami.
Tak właśnie pojechałyśmy do Waszyngtonu. Wróciwszy na bus station, przebrałyśmy się, zmyłyśmy makijaż i ruszyłyśmy w drogę do Filadelfii....
Ciąg dalszy nastąpi... :))













