*** Nowy Jork, wiesz, to taki miks. Dlaczego z postów w mediach społecznościowych słyszymy, że Ameryka to wolność, że w Ameryce każdy znajdzie swoje miejsce i każdy będzie szczęśliwy? Bo to prawda) To jeden z krajów, w którym mieszka TAKA liczba ludzi z całego świata. Mieszkają tam, bo odnaleźli siebie. Jest tam wszystko: i przytulna Europa, i taka duszna Azja, no i wesoła część latynoamerykańska, i to jest super-super! Idziesz ulicą i słyszysz jednocześnie kilka języków ***
Super-uroczy cowboy (przyznaję, jest w bieliźnie, ale to nie umniejsza stopnia jego uroku) gra wesołe piosenki, żarliwie śpiewa i uśmiecha się. Niedawno dowiedziałam się, że kandydował na prezydenta. Tego kraju nic nie zmieni i nie zepsuje..))
Ja, od razu po „torturach” zamieniłam się w wielofunkcyjny organizer i z każdym krokiem doskonaliłam się, no tam nowe funkcje dochodziły, rozumiecie. Musicie pilnować walizek, czytać i rozumieć angielskie szyldy i drogowskazy, pytać pracowników lotniska „gdzie, gdzie, potrzebujemy metra” ...szkoda, że nie mam wbudowanej nawigacji ...ale dobra, no i oczywiście koniecznie trzeba było podzielić się wrażeniami z moimi żabami)))
Pierwszą noc spędziliśmy w Brooklyn. Byłam jakby w całej słynnej grze - GTA, Sami wszystko zobaczycie, chłopaki))) Jeździliśmy „na gapę” w transporcie, wypełnionym po brzegi ciemnymi ludźmi. Dlaczego „na gapę”?)) Po prostu nie mogliśmy dojść do ładu, gdzie kupić bilety, dopóki miły police officer za rączki, wszystkich pięcioro, jak winne dzieciaki, nie przyprowadził nas do stojaka na ulicy, stojącego przy każdym przystanku z napisem „Pay here”. No a dalej była bajka, która przez długi czas otwierała się dla nas tylko z ekranów telewizorów. Chodziliśmy cały dzień po samym „sercu” Nowego Jorku. O, te ogromne wieżowce, i wszystko takie jasne, i było tak ciepło, i fizycznie, i na duszy. Ludzie wokół ciebie są różni, wymalowani, nadzy, półnadzy, w dosłownym sensie ...to Ameryka, chłopaki, ludzie wyrażają siebie, i nikt nikogo nie osądza, i to jest wolność) Jedziesz metrem, i nikt nie patrzy na ciebie oceniającym wzrokiem, w ogóle na nikogo.
Brooklyn... czysty gość stoi i się buja, albo hantle w rękach, albo magnetofon z rapem.. wszystko jasne, nic zbędnego!)))
*** Bądźcie ostrożni w dużych miastach. Będą zapraszać na wydarzenia różnego charakteru, począwszy od broadwayowskich show, kończąc na wspólnotach religijnych i sekciarskich (I ain’t got time – przydatna fraza w takich przypadkach). Mówię to, bo jedna z moich żab postanowiła zrobić sobie zdjęcie z żywym fałszywym posągiem wolności za thank you, ale dla posągu to THANK YOU - ... no, rozumiecie. W ogóle widok... wielki czarny posąg wolności biega za moją azerbejdżańską koleżanką po całym Times Square, wymieniając ilość dolarów, którą musi zapłacić (ale moja azerbejdżanka wcale nie zamierzała płacić)... na taki wypadek, nauczyłam wszystkich mówić frazę „I do not understand you” z najdzikszym akcentem i dzikimi oczami... no w ogóle, na migi ustaliliśmy, że usuniemy zdjęcie. Taki oto pryncypialny posąg xD ***


