Nawet nie myślałam, że będę się tak komfortowo czuć w Ameryce, wszystko szło idealnie. Było wesoło, ćwiczyłam angielski, nie chorowałam i nie przytyłam) Dobrze zarabiałam, dowiadywałam się mnóstwo nowych informacji, podróżowałam. Często wszyscy razem wyjeżdżaliśmy do Bostonu. Och, a tam, co się działo) Tak bardzo pokochałam Boston. Wiecie, to mieszanka dużego, hałaśliwego miasta i spokojnej plażowej części. Tam jest tak pięknie i czysto! Tak spokojnie, a jednocześnie płynie aktywny rytm życia.
*** Odwiedziłam koncert «Linkin Park» i «30 seconds to Mars» w mieście Mansfield. To było moje marzenie, dorastałam przy ich piosenkach. A tutaj mnóstwo fanów-Amerykanów, i ty razem z nimi szalejesz na koncercie na żywo, i po prostu nie wierzysz w to wszystko***
Tak mijało nasze lato, w trybie praca – imprezy. Ale nie warto bać się pracy. Nie zaobserwowałam ani jednego przypadku przejawu negatywności w stosunku do personelu. Wręcz przeciwnie, wszyscy goście starają się poprawić ci nastrój. Spojrzeć na identyfikator i powiedzieć „Och, ja też nazywam się Wiktoria, jak fajnie” lub po prostu pokazać gestem, żebyś się uśmiechnęła, na różne sposoby żartować, lub interesować się jak ci mija dzień itd. w ogóle – okazywać uwagę, a to miłe. I tips (napiwki) mieliśmy dobre. Można było czasami pay check nie realizować.
Ja i Felix z Dominikany, który mieszkał razem z nami. Bardzo go kocham i do tej pory utrzymujemy kontakt=) A ta flaga z jego życzeniami stoi u mnie na parapecie w akademiku.
***Każdy sam wybiera, jak będzie spędzał swój czas. Każdy lepi swoje lato. Spotykałam studentów, którym w ogóle nic się nie podobało. Nie wiem dlaczego, albo nic nie robili dla swojego szczęśliwego pobytu za oceanem, albo po prostu byli kapryśni i pesymistyczni ***
Poniżej na zdjęciu cztery (piąta opuściła nas po miesiącu) główne bohaterki tej historii (żaby) i nasi nowo poznani przyjaciele=)




