Zimna zima nadeszła zbyt szybko, ale wspomnienia najlepszego lata w moich 21 latach życia wciąż rozgrzewają moją duszę i serce!
Moskwa – Londyn – Nowy Jork.
15 godzin drogi za mną, można odpocząć. Szczęśliwym trafem w Nowym Jorku mieszkają moi bardzo dawni i dobrzy znajomi, a ponieważ praca jeszcze się nie zaczęła, mogłam poświęcić dwa tygodnie temu miastu. Zaopatrzyłam się w najlepszy przewodnik, mapę Manhattanu i mapę metra, która cały czas „obejmowała” mnie na wietrze, bo była po prostu ogromna. Nie mając internetu, ani zwykłego nawigatora, brałam plecak i szłam ulicami tego miasta. To było dla mnie nowe doświadczenie, podróżowanie w pojedynkę, takie niezwykłe, ale coś w tym jest. Byłam prawdziwą turystką. Pizza za 1$ w celach oszczędności, ISIC używany gdzie tylko się dało, ale nie sposób było odmówić sobie zwiedzania. Wszystko, co dało się obejść, obeszłam. Central Park, ulice Manhattanu i wszystkie jego różnorodne dzielnice, Ogród Botaniczny w Brooklynie i Oceanarium, Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MOMA), Rockefeller Center, budynek „Żelazko” (Flatiron Building), Times Square, 5th Avenue, Broadway... I wiele innych, nie starczyłoby mi miejsca, żeby wszystko opisać. Cóż, to gigantyczne miasto, ze swoim rytmem, nie zawsze przyjemnie pachnącymi ulicami, ale Nowy Jork jest mimo wszystko wyjątkowy, mam do niego specyficzną miłość!
Dalej czekała długa droga do stanu Maine. Tam zaczęła się praca (pracowałam jako kelnerka w restauracji przy hotelu), przed którą przez 4 dni szukałam mieszkania... (wiele obejrzałam, ale znalazłam świetne lokum, z czego jestem niezmiernie zadowolona). I ten stan stał się dla mnie prawdziwą Ameryką, w moim miasteczku Boothbay Harbor panuje swój rytm i swoje życie: małe domki, psy, przyjazne, ciche miasteczko turystyczne, na czele którego stoją homary, są wszędzie, na wszystkich pamiątkach, w wodzie i w restauracji. I wszyscy chętnie przyjeżdżają, żeby pożeglować jachtami i powędkować. To raj, raj dla emerytów. Ale bardzo mi się tam podobało, piękny, czysty, życzliwy stan. Ludzie mają tam bezgraniczną duszę, są jak jedna wielka rodzina. Nic złego się tam nie dzieje i wszyscy zawsze sobie pomagają. Cieszę się z czasu, który tam spędziłam...
