Więc jesteśmy w Londynie. Nie, nie w tym szarym, mglistym i deszczowym. Zapytacie: „Jak to możliwe?”. A ja odpowiem: „Po prostu miałam szczęście!”. A tak w ogóle, wybierzcie się tam na początku kwietnia, tak jak ja. Może to jest klucz do dobrej pogody. Przez prawie cały czas, który tam spędziłam, było słonecznie i ciepło. Z drugiej strony, co to za Londyn bez deszczu?! Choć brzmi to banalnie, deszcz w Londynie nie jest tak przygnębiający jak w innych miastach. Jest jakby mniej „zły”)) Londyński deszcz kończy się tak samo niespodziewanie, jak się zaczyna. Wyobraźcie sobie, jak piękny jest Londyn widziany przez mokrą szybę zwinnie manewrującego piętrowego autobusu, z odbijającymi się w mokrym asfalcie światłami, czarnymi taksówkami i rozmytym Big Benem.




