Dzisiaj zaniosłam wszystkie dokumenty do agencji. Tak jak przypuszczałam, wyrobiłam się w 3 dni.
"Mam dobrą i złą wiadomość." - teraz rozumiem, że to równowaga wszechświata :))))
Dobra jest taka, że ani razu nie musiałam stać w długich kolejkach, odwiedzając agencję. Za każdym razem, gdy przychodzę, prawie nikogo nie ma. A przychodzę o różnych porach. Chyba po prostu mam szczęście. )
A zła. Cóż, dziewczyny pewnie mnie zrozumieją.
Zrobiłam zdjęcie do wizy, włosy ułożone, wszystko dobrze. I co myślicie: strona ambasady go nie przyjęła! Widzicie, wymagają, żeby uszy i czoło były odsłonięte! Strona napisała mi to wprost, kiedy "wypluła" moje zdjęcie.
Musiałam jechać zrobić nowe. Oczywiście nie zachowałam paragonu, więc musiałam płacić jeszcze raz. Ale nie o to chodzi. Na nowym zdjęciu wyszłam jakoś krzywo. Tak, tak, absolutnie krzywo. Nawet młodsza siostra śmiała się jak szalona, kiedy to zobaczyła. Ale uspokoiła mnie, mówiąc, że to po prostu nieudane zdjęcie. Za to strona ambasady przyjęła je z radością!
Otworzyłam od razu oba zdjęcia. I byłam w szoku, dwie różne osoby. Pierwsza - piękność, a druga - śpiąca, jak po jakiejś imprezie :))))))
Ale jechać robić zdjęcia trzeci raz, wybaczcie... nie chcę. Pocieszam się tym, że zdjęcie na wizie jest małe, nie to co ja, gdy otwieram je na cały ekran :)))))))))
P.S. Nie mam szczęścia do wiz. Na wizie litewskiej też nie wyszłam najlepiej :)))

