I tak, nadszedł wyczekiwany poniedziałkowy poranek – czekała mnie pierwsza wyprawa do szkoły Edgware Academy. Wybrałam filię przy Covent Garden, choć była jeszcze alternatywa w postaci budynku przy Edgware Road. Mój plan zajęć wyglądał następująco: od poniedziałku do piątku od 9:00 do 12:00; wybrałam taki, aby poświęcić drugą połowę dnia na podróże po mieście. Jako opcja – są jeszcze godziny popołudniowe, od 12:00 do 15:00 (chyba). Jak bym nie próbowała dotrzeć na 8:45 i jak bym się nie starała dotrzeć na tę godzinę do szkoły, niestety spóźniłam się, ponieważ metro w Londynie jest bardzo skomplikowane dla mieszkańca Moskwy, przyzwyczajonego do tego, że na jednej stacji przejeżdżają pociągi tylko jednej linii i na każdym peronie jadą tylko w jednym kierunku.. Na szczęście do mojego 15-minutowego spóźnienia w pierwszym dniu podeszli ze zrozumieniem, miłe dziewczyny z recepcji zaproponowały wypełnienie ankiety i testu na określenie poziomu przygotowania, po których nastąpiła krótka rozmowa z jednym z nauczycieli, Davidem.
Na podstawie wyników testu i rozmowy przydzielono mnie do grupy Intermediate i na drugie półtorej godziny zajęć mogłam dołączyć do uczących się.
Naszą nauczycielką była fantastyczna dziewczyna Sarah, której udawało się z łatwością i w zrozumiały sposób wyjaśniać nowe tematy, angażować wszystkich studentów w aktywny proces uczenia się – gry, rozmowy. Sarah uczy w szkole Edgware Academy od około dwóch lat, jest native speakerem i bardzo kompetentnym nauczycielem, okazującym uwagę każdemu uczniowi i tym samym w pewnym stopniu zapewniającym indywidualne podejście. Zazwyczaj zajęcia składały się z kilku części – gramatyka, mowa ustna, rozumienie tekstu, przy czym tematy poruszano najróżniejsze, ale bliskie uczniom – „znalezienie pracy”, „kinematografia”, „hobby” itp. Zdziwiła mnie i jednocześnie ucieszyła różnorodność studentów – zebrali się tu przedstawiciele kilku krajów – Turcja, Włochy, Kazachstan, Szwajcaria, Francja, z Rosji w naszej grupie byłam tylko ja. Łącznie w grupie uczyło się około 15 osób w wieku od 19 do, chyba, 45 lat :)
Dogodna lokalizacja szkoły pozwalała po zajęciach przejść się pieszo do głównych atrakcji miasta, tak więc przez trzy dni z rzędu odwiedzałam Muzeum Brytyjskie – ogromny zbiór najciekawszych światowych arcydzieł, którego nie da się obejść za jednym razem. W inne dni miło było przejść się po Piccadilly, gapiąc się na występujących tancerzy ulicznych lub przejechać się rowerem do katedry św. Pawła i powłóczyć się po ciekawych wąskich uliczkach niespiesznego miasta. W ogóle Londyn bardzo różni się od Moskwy swoją statecznością i miarowością wydarzeń, to od razu rzuca się w oczy. Ale to wszystko o dziennym mieście, w nocy ono jakby ożywa :) Niezliczona ilość pubów i klubów na tym samym Piccadilly, codziennie przepełnionych wchodzącymi tu na pintę lub dwie piwa gośćmi, również są cechą charakterystyczną metropolii. Przychodzą tu ludzie w celu porozmawiania, odpoczęcia po dniu pracy, a także po prostu zrelaksowania się. My z „kolegami z klasy” postanowiliśmy nie odstawać od miejscowych mieszkańców, w rezultacie czego obeszliśmy przez cały czas nie jeden klimatyczny pub :)
Szkoła organizowała również imprezy i wyjścia do klubów, ale ku mojemu wielkiemu żalowi nie udało mi się na nie trafić – podczas jednej z nich miałam zaplanowany lot do Dublina. I tak, po pierwszym tygodniu w szkole poleciałam na weekend do Irlandii, ponieważ w chwili obecnej dla tych, którzy posiadają wizę Wielkiej Brytanii (klasy General), wjazd do Irlandii można zrealizować na jej podstawie.
