Ameryka to wspaniały kraj o nieopisanie pięknej przyrodzie, hipnotyzujących wieżowcach i imponujących budynkach! Zgromadziła w sobie wiele narodów i nacji, co naprawdę zadziwia. Niby jeden kraj, ale każdy stan jest jak osobny „mały kraj”, unikalny i interesujący ze względu na swoje odrębne cechy.
Myślę, że tak jak każdy z nas, bardzo chciałam się tam dostać, ale będąc najmłodszym dzieckiem w rodzinie, bardzo długo namawiałam rodziców na uzyskanie zgody na program. Tak, oczywiście, wydaje się niemożliwe, żeby przelecieć ocean i przeżyć całe trzy miesiące w obcym kraju, o którym tyle słyszeliśmy, ale to wszystko jest realne – trzeba tylko zrobić krok, uwierzyć w swoje siły i zacząć przygotowania!
Namawiałam rodziców przez dwa lata i dwa lata z rzędu otrzymywałam odmowy, ale mimo to nie ustępowałam i wiedziałam, że w końcu tam trafię. Wreszcie, po trzech latach namawiania, otrzymałam długo wyczekiwaną zgodę rodziców i szczerze mówiąc, nie wierzyłam własnemu szczęściu ;) Ale później wspierali mnie we wszystkim i wierzyli, że mi się uda.
Oczywiście uzyskanie zgody było tylko pierwszym krokiem, potem nastąpiło zawarcie umowy, opłacenie programu, zebranie dokumentów, znalezienie job offer i co najważniejsze – rozmowa w konsulacie. Kosztowało to sporo sił i cały rok przeżywań, ale to przyjemne drobnostki i teraz z uśmiechem wspominam, jak czekałam na listy od IEC i InterExchange, sprawdzając pocztę każdego dnia, czytałam wszystkie możliwe pytania konsula i przeglądałam takie posty i blogi poprzednich uczestników))







