Podsumowując: to była najbardziej niezwykła podróż w moim życiu! Szczerze mówiąc, początkowo nie byłam pod takim wrażeniem Ameryki, jakiego oczekiwałam. Ale potem, z każdym dniem, rozumiałam, że Ameryka podoba mi się coraz bardziej.
Do amerykańskiego życia szybko się przyzwyczajasz, ponieważ to życie wydaje się niezwykle komfortowe. Jakby wszystko było stworzone dla ludzi, dla każdego indywidualnego człowieka, i to bardzo przyciąga! Ale największe szczęście tkwi w ludziach, którzy cię otaczają. To właśnie sprawiło, że moje lato było wyjątkowe! Dziesiątki interesujących ludzi, z których wielu stało się nie tylko dobrymi znajomymi, ale prawdziwymi przyjaciółmi, tysiące wspólnych wspomnień, samopoznanie i nowe spojrzenie na życie. A co najważniejsze – wyjście ze swojej strefy komfortu – oto moje lato 2015.
Co się udało, a co nie? Udało się przełamać barierę językową, wtopić się w amerykański rytm życia, zrozumieć, jak pracować w Ameryce, jak szukać pracy i się w niej odnaleźć, zrozumieć wszystkie aspekty życia codziennego i trochę poczuć ducha Ameryki. A wszystko to, co się nie udało (moja globalna podróż na zachodnie wybrzeże) - no regrets. Zrozumiałam, że Ameryka zasługuje na coś więcej niż tygodniowa podróż „na łeb na szyję”, na którą mogłabym sobie pozwolić.
Wyjazdy do New York, Washington DC, Norfolk, Williamsburg oraz długi pobyt w Virginia Beach wydawały mi się wystarczające na pierwszy raz w Ameryce. Dalej będzie więcej!!!
New York
Norfolk
Virginia Beach
Aby poczuć Amerykę, potrzeba czasu, a także globalnej wyprawy po stanach, która pozwoli nie tylko zobaczyć wszystkie popularne i najsłynniejsze miejsca, takie jak napis Hollywood w LA czy Golden Gate Bridge w San Francisco, ale także porozmawiać z różnymi ludźmi, porównać warunki życia w różnych stanach i spojrzeć na różne aspekty amerykańskiego życia z innej perspektywy. Właśnie dlatego moja główna amerykańska podróż jeszcze przede mną.
Ameryka nigdzie nie zniknęła... To był dopiero początek, jasny i niezapomniany początek!





