Kolejnym przystankiem była Filadelfia. To była niesamowita podróż, pełna wrażeń i emocji. Muzea, fontanny, architektura, ogromna liczba uniwersytetów, urocze designerskie miejsca, kawiarnie, jadłodajnie, street art, niezrozumiałe surrealistyczne pomniki, wieżowce, zaskakująco ubrani przechodnie – wszystko to wywoływało dziki zachwyt! Ludzie wydawali się tacy wolni i otwarci! Ktoś ćwiczył jogę w parku, rozłożywszy na trawie matę gimnastyczną, ktoś po prostu się opalał, ktoś czytał książkę, ktoś karmił wiewiórki, które, co zaskakujące, zachowywały się jak oswojone – w tamtej chwili poczułam się częścią prawdziwego amerykańskiego życia.
W USA udało mi się świętować moją amerykańską pełnoletność – 21 lat. Było szalenie wesoło, w kręgu wszystkich moich nowych przyjaciół z różnych krajów, w tym amerykańskich. Z pewnością mogę powiedzieć, że to były moje najbardziej niezapomniane i niezwykłe urodziny! W dni wolne od pracy zbieraliśmy się na podwórku, robiliśmy grilla, piekliśmy na ognisku amerykańskie pianki, opowiadając sobie nawzajem historie ze swojego życia.
Asortyment towarów w amerykańskich supermarketach nie przestawał zadziwiać: półki po prostu uginały się od „towarów dla leniwych”. Można tam było znaleźć wszystko i nawet trochę więcej. Chociaż amerykańskie jedzenie wcale mnie nie zachwyciło, a wręcz przeciwnie – trochę rozczarowało, ponieważ jest bardzo unhealthy i napakowane chemią, to w sklepach łatwo można było znaleźć też przyjemne smakołyki. Bardzo zdziwiło mnie, że fast food w Ameryce wcale nie jest taki smaczny, mimo że Ameryka jest kolebką fast foodu na całym świecie.
Wildwood wspominam z wyjątkowym ciepłem i wzruszeniem, ponieważ spędziłam tam większą część mojej amerykańskiej wyprawy i bardzo przyzwyczaiłam się do Wawa – sieci sklepów spożywczych, do których biegaliśmy po pyszną selfmade kawę, kanapki i rozmowy z przyjaznymi amerykańskimi pracownikami, do tak spokojnego i miarowego życia małego miasteczka, do Dunkin’ Donuts z ich kuszącymi pączkami. Och, jak ja tęsknię! Na boardwalk zawsze działo się coś niesamowitego. Ogromna liczba miejscowych mieszkańców, studentów J-1 i po prostu Amerykanów, którzy przyjechali odpocząć. Można tam było zagrać w różne gry, poczuć się jak gangster, przebierając się w odpowiedni kostium, albo sprawdzić swoje szczęście w sporze z automatami do gier, przejechać się na rollercoasterze, spędzić cały dzień w parku wodnym, zjeść świeżo przygotowaną czekoladę, zrobioną przy tobie, imponujące jabłka w karmelu, zrobić sobie piercing lub tatuaż, kupić koszulkę lub etui na telefon ze swoim zdjęciem w kilka minut, spróbować najlepszej pizzy w mieście lub po prostu pospacerować, wdychając oceaniczne powietrze.




