Kolejnym punktem była wycieczka do stolicy Ameryki – Waszyngtonu.
To miasto zachwyciło mnie przede wszystkim swoją architekturą. W mojej pamięci stolica Ameryki pozostanie jako miasto-muzeum. Na każdym kroku – majestatyczne budynki z kolumnami, najróżniejsze muzea architektury, Narodowa Galeria Sztuki i Nauki, muzeum dziennikarstwa i wiadomości, Narodowe Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej, muzeum Indian amerykańskich i historii Ameryki, muzeum sztuki afrykańskiej, muzeum poczty i wiele innych. Jeśli porównać Waszyngton i Nowy Jork, to według moich odczuć są to dwa zupełnie różne miasta, w ogóle niepodobne do siebie. Waszyngton ma bardziej arystokratyczne, wyważone piękno. Wypucowane na błysk ulice, parki z idealnie przystrzyżonym trawnikiem – po prostu raj dla perfekcjonisty. Udało się zobaczyć wiele, tylko Kapitol – główny strategiczny obiekt ataku kosmitów we wszystkich filmach – na złość okazał się w remoncie, więc nie mogliśmy w pełni nacieszyć się gracją jego słynnej kopuły. Za to udało nam się odwiedzić park pamięci, obejść prawie wszystkie muzea i po prostu zanurzyć się w atmosferze stołecznego amerykańskiego życia.
Kolejnym punktem była spontaniczna i wielka wyprawa na futbol amerykański na stadionie Metlife niedaleko Nowego Jorku, na mecz New York Jets i Philadelphia Eagles. Bardzo długo marzyłam o tym, by być na meczu futbolu amerykańskiego i w końcu udało mi się spełnić swoje marzenie. Emocje tak mnie rozpierały, że skakałam ze szczęścia jak szalona, ciesząc się wszystkim, co się działo. Wszystko naprawdę było jak w filmie!




