Jeśli góra nie przychodzi do Mahometa, to Mahomet przychodzi do góry = jeśli ty nie szukasz drugiej pracy, to druga praca szuka ciebie.
Moja Beth mnie znalazła.
Pewnego lipcowego wieczoru weszła do „Baha”, żeby zapytać, czy ktoś nie chce pomagać Amerykankom rano w „Beach Break Bakrie” – miniaturowej piekarni, o której już wspominałam w rozdziale „oceanicznym”. W tym momencie sapałam w kuchni nad górą naczyń, które trzeba było umyć przed zamknięciem restauracji, i naturalnie nic nie słyszałam. „Natasza, szukasz drugiej pracy?” – podbiegła do mnie Julia. – „A co?”
Jestem szaloną fanką wszystkiego, co związane z kreatywnością i kreatywnymi ludźmi, czy to artystami, projektantami, fotografami, florystami, szefami kuchni czy nauczycielami szkolnymi, którzy z nudnego akapitu robią prawdziwą podróż do nowych światów. Jestem gotowa słuchać ich całymi dniami, czytać długie historie ich sukcesów w kolorowych wydaniach i marzyć o tym, że kiedyś też znajdę siebie i „sprawę” swojego życia.
Kiedy pierwszy raz przekroczyłam próg piekarni, zrozumiałam, że trafiłam pod właściwy adres. To miejsce było dokładnie tym „tym”, co zalecił lekarz.
Silny zapach cynamonu i jabłek uderzył w nos, dziewczyny, nie spiesząc się, zajmowały się każda swoim zadaniem – ktoś obierał brzoskwinie, ktoś polewał świeżo upieczoną dziesiątkę muffinów karmelem, ktoś rozmawiał z klientami, ktoś przygotowywał bananowe smoothie, ktoś, kołysząc biodrami w rytm muzyki, mył blachy... Beth smażyła w kuchni bekon do „Bacon Egg and Cheese”.
„Hey, who are you looking for?” – zapytała mnie pełna życia Amerykanka, która właśnie uporała się z koszem brzoskwiń. – „Are you still hiring people?” – „Wait! Beeeeeeeeeeeth!”
Przyjęli mnie. Najpierw na kilka dni w tygodniu, a potem na wszystkie sześć. Podobało mi się. Czułam się częścią jakiegoś niezwykle ciepłego mikroorganizmu, który oddychał cukrem pudrem i cieszył się każdą przeżytą chwilą. W tym miejscu nie było nagan, pośpiechu i krzywych spojrzeń – wszyscy pracowali dla własnej przyjemności, zarażając klientów powietrzną lekkością.
Beth otworzyła piekarnię około 4 lata temu i sama pracowała z dziewczynami w kuchni. „You are like a fairy in your Kingdom of sweet treats”, – powiedziałam jej kiedyś w kolejnym napadzie miłości. – „Then it’s a Queendom”, – uśmiechnęła się do mnie Beth.
Uwielbiałam zostawać po zamknięciu, żeby pomóc jej przygotować wypieki na następny dzień, posprzątać i posłuchać dobrych historii z życia tej mądrej i niezwykle dobrej kobiety. Często rozmyślałam nad tym, jak udało jej się zorganizować proces pracy w „Bakery” w taki sposób, że wszyscy czuli się komfortowo i zrelaksowani i wiedzieli, że ich skromny wkład w to miejsce jest ceniony, że są kochani.
Kochani – chyba to jest sekretny składnik. Szczerze ciesz się małymi zwycięstwami człowieka razem z nim, nie wytykaj, pryskając śliną, jego błędów, daj mu „darmowego” muffina i szklankę soku pod koniec zmiany, a człowiek ten zrobi wszystko, co możliwe i niemożliwe, żeby stać się odrobinę lepszym. Żebyś widział, jak on rośnie, i był z niego dumny.
Jeśli człowiek ten nie jest idiotą – mała poprawka.
Kochałam Beth i wiedziałam, że ona kocha mnie. Matka trzech synów, we mnie widziała córkę. Mogłyśmy zaplatać sobie warkoczyki w dni, kiedy klientów można było policzyć na palcach, i dzielić się wrażeniami o wszystkim, żując gorące ciasteczka.
Wiedziałam, że „sprawę” swojego życia ona znalazła.
Przed moim wyjazdem Beth zawołała mnie do siebie słowami: „There’s one good tradition here I keep on following – give gifts to special girls when they finish working here. You, my darling, are special, remember that”, – i wręczyła mi pudełko z bransoletką „Pandora”, na której widniał ciemnoniebieski charms. Rozpłakałam się.
Kiedy pytają mnie, jacy są Amerykanie, mówię – różni. Głupio jest charakteryzować cały naród kilkoma przymiotnikami, polegając na doświadczeniu kontaktu tylko z kilkoma przedstawicielami kultury – zawsze są dobre i nie do końca dobre wyjątki od reguły – to już dawno udowodnione. Tak jak udowodnione jest to, że bratnią duszę można znaleźć nawet za, wydawałoby się, bezkresnym oceanem.






