Mój dzień wolny wypadł dokładnie w moje urodziny. Były to pierwsze w moim życiu urodziny poza domem, które zorganizowałam sama. Oczywiście brakowało mi bliskich, rodzice wysłali kartkę jeszcze rano, a przyjaciele składali życzenia przez cały tydzień. Ale kiedy jesteś tam, twoi przyjaciele i rodzina to ci, którzy cię otaczają i mieszkają obok ciebie. Moi sąsiedzi z Rumunii, Rosji, Turcji, Bośni, Chin i Czech zebrali się, aby spędzić ze mną ten letni wieczór.
Nie oczekiwałam od nich prezentów, ale wszyscy coś podarowali, coś, z czego byłam nieskończenie szczęśliwa. W jednej z torebek znalazłam tort ze swoim imieniem.
To było takie cudowne. Przygotowałam się i udekorowałam pokój w najbardziej typowym stylu urodzinowym. Wybrano czerwone kubeczki i kontrastujący turkusowy obrus, wszystkim gościom rozdano kolorowe czapeczki i opaski z napisem „Happy B-Day”.
Było jasne, co to za święto. Tego wieczoru śpiewaliśmy piosenki po angielsku, zdmuchnęłam 20 świeczek, wypowiedziałam życzenie, a wszyscy składali mi gratulacje, życząc mi tego, co najcenniejsze i najróżniejsze.
Potem każdy na pamiątkę napisał mi życzenia na najbliższe 10 lat, które zebrałam w jedną kopertę. Teraz czytanie ich ponownie jest szczególnie interesujące i przyjemne. Można wrócić i powspominać, jaką widzieli mnie inni i jaką chcieliby widzieć za całe 10 lat.










