Waszyngton w pięciu słowach: upał, sztuka, za darmo, cisza i bieganie. Właśnie tak go zapamiętałam.
Narodowy Ogród Rzeźb
Wszystkich studentów przyjeżdżających latem do Stanów można umownie podzielić na 2 kategorie. Pierwsza – ci, którzy zarabiają na szalone podróże po kraju, druga – ci, którzy harują w trzech (przesadzam) pracach bez wolnego, żeby wywieźć cały zarobek do domu.
Ja i Czech Michael byliśmy gdzieś pośrodku. Ni to, ni tamto. Pracowaliśmy po 14 godzin na dobę i marzyliśmy, żeby gdzieś się wyrwać, ale jakoś nie wychodziło: a to wolne się nie pokrywało, a to pogoda psuła szyki, a to po prostu chciało się porządnie wyspać.
W sierpniu, uświadomiwszy sobie, że jeśli poczekamy jeszcze trochę, nasze marzenia legną w gruzach, postanowiliśmy działać.
Gdzie jechać? „W” – Waszyngton – blisko, ciekawie i budżetowo.
Ten sam Narodowy Ogród Rzeźb
Po przeanalizowaniu dziesiątek możliwych wariantów „jak dojechać”, zdecydowaliśmy się na E-Point. 60 dolarów w dwie strony – o 9:30 rano jesteś na miejscu, o 22:00 znowu w centrum rodzinnego Bethany – świetnie.
Pierwszą rzeczą, którą zauważyliśmy po przyjeździe, było to, jak cicho jest dookoła. Przygotowywałam się na widok kolorowych tłumów ludzi, śpieszących nie wiadomo dokąd, zaraz po wyjściu z autobusu, w rezultacie jednak jedynym podobieństwem do tłumu, które rzuciło mi się w oczy, była grupka maluchów, którą opiekun na próżno próbował zmusić do poruszania się w odpowiednim kierunku. Ludzie, gdzie wy jesteście?
Jechać do Waszyngtonu na 1 dzień – to taka sobie sprawa. Biegaliśmy po National Mall, próbując, jak to mówią, ogarnąć nieogarnione. Fraza dnia brzmiała „dobra, szybciej, musimy jeszcze tam zdążyć”. Narodowe Muzeum Historii Naturalnej, Narodowe Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej (must see!), Smithsonian American Art Museum, Narodowa Galeria Portretów, Pomnik Waszyngtona, Pomnik Lincolna, Kapitol, Biały Dom, Narodowy Pomnik II Wojny Światowej – to wszystko przebiegliśmy tak szybko, jak mogliśmy.
Smithsonian National Air and Space Museum
W Narodowym Muzeum Historii Naturalnej długo czytałam informacje na billboardach poświęconych oceanowi i powstaniu życia na Ziemi - zmęczony czekaniem, Michael wypalił świetną rzecz: „Słuchaj, rób jak Chińczycy: foć wszystko jak leci, a w domu przeczytasz, no!” Przyznaję, z braku innego wyboru, później tak właśnie robiłam. Wstyd, ale co zrobić.
Smithsonian National Museum of Natural History
Najwięcej czasu zajęła Narodowa Galeria Sztuki. Planując przebiec ją w godzinę, po wejściu do środka od razu zrozumieliśmy, że ta misja zakończyła się fiaskiem, machnęliśmy na wszystko ręką i zaczęliśmy powoli przechodzić z sali do sali z otwartymi ustami. Monet, Van Gogh, Da Vinci i Warhol – czy mogłam w ogóle o tym marzyć?
O piątej po południu czuliśmy się tak, jakbyśmy przeszli sto kilometrów przez pustynię – chciało się położyć gdzieś na trawie i nie ruszać z miejsca. I jeszcze chciało się jeść. Swoją drogą, o jedzeniu. Przez godzinę błąkaliśmy się po okolicy National Mall, próbując, jak się okazało, zupełnie na próżno, znaleźć choć jeden działający kiosk z burgerami i hot-dogami. Piąta – to przybliżony czas zamykania wszystkich atrakcji Mallu, „jedzenie”, jak zrozumiałam, działa w tym samym trybie. Ze smutkiem wspominaliśmy, jak rano, żeby zmniejszyć wagę plecaków, wpychaliśmy w siebie resztki prowiantu – głupcy! Kto wiedział.
Moja rada dla tych, którzy zamierzają odwiedzić Wash – jedźcie do miasta na parę dni. Bez myślenia. Jest tego warte. I zaplanujcie wcześniej, co dokładnie chcecie zobaczyć, bo liczba muzeów zebranych w tym miejscu może doprowadzić do szaleństwa. Tutaj każdy znajdzie ukojenie, czy jesteś duszą twórczą, czy fanem starożytnej historii. I tak, żadnych wieżowców i szokujących budowli – wszystkie budynki Waszyngtonu są elegancko surowe, jakby mówiły: „patrz, jestem neogotykiem, jestem neoklasycyzmem, jestem barokiem, a ja, swoją drogą, jestem nowoczesną architekturą”.
Widok z tarasu widokowego Pomnika Waszyngtona
Gdyby mnie zapytano, Wash czy NY, odpowiedziałabym NY. Jest w nim coś takiego, co przyciąga mnie do siebie jak magnes. Ale! Być w Stanach i nie zobaczyć ich stolicy – uważam to za przestępstwo :P




