Historia 2: Och, Nowy Jork, Nowy Jork...
Rozdz. 1 Yeah boy
Manhattan, wieżowce, Wielki Gatsby, aleje... – Tak wyobrażałam sobie Nowy Jork przez 20 lat. I oto... Samolot ląduje, pieczątka w paszporcie wbita, walizka odebrana... i z okna taksówki, przy piosence zespołu Aerosmith, wdychasz wiatr wolności... (od którego koniecznie powinny powiewać ci włosy).
O booooy (jak powiedzieliby Amerykanie). Geograficzna ekstaza.
Ale po 5 minutach na Times Square rozumiesz, że ten sam wiatr, na którego skrzydłach leciałaś z lotniska „Balandino” na „JFK”, jest mocno i na długo przesiąknięty zapachem śpiących na każdym rogu bezdomnych, przystojniaków i zapachem śmieci gnijących na chodnikach nieoficjalnej stolicy USA.
„Po prostu nie tam chodziliście!” – mówią mi w odpowiedzi na moje oburzenie.
Serio? Nie tam? A gdzie powinnam była pójść? Dlaczego nikt mnie nie ostrzegł, że na Wall Street będzie śmierdzieć, a na Piątej Alei będę musiała robić grand battement nad rzeką ścieków?
No tak, w Central Parku bezdomnych nie widzieliśmy, uznaj, że miałaś szczęście.
Dobra, po prostu byliśmy „nie tam”, okej.
Rozdz. 2 Subway surf
Jeśli żyje ci się zbyt spokojnie, to, jak to mówią, „Welcome!”.
Oto u Kasiminy (patrz historia #1) w metrze położyła się odpocząć afroamerykańska babcia. Na stojąco. I wszystko byłoby dobrze, tylko nie wiadomo dlaczego, kiedy się obudziła, z niezadowoloną miną wykrzyknęła: „Miss!”. W sensie: „Ej, kobieto, dlaczego mnie nie trzymasz?”
Lifehack: w każdej niezrozumiałej sytuacji w USA zacznij mówić po rosyjsku. Nawet najbardziej bezczelni nie wiedzą, co odpowiedzieć na nasze uprzejme: „Młody człowieku, niestety nie rozumiem ani słowa z tego bełkotu, który właśnie wypowiedziałeś”. Problemy zazwyczaj rozwiązuje się jednym zdaniem. Każde słowo z naszym rosyjskim dźwiękiem „rrrrr” przeraża ludzi: unoszą brwi, z szacunkiem kiwają głową i milcząc odchodzą.
To działało zawsze i wszędzie, ale nie na stacji metra „Brooklyn bridge”, gdzie znów z niewzruszoną miną powiedziałam opalonemu panu, że nie umiem mówić w jego języku. A wtedy on swoimi opalonymi ustami odpowiedział: „Wszystko rozumiesz. I zapamiętałem cię”.
Serio? Po prostu... Jeszcze żebyś nie zapamiętał, tutaj oprócz nas z Kasiminą nie ma żadnych białych. #powiedznie-rasizmowi
Rozdz. 3 This side of Brooklyn Bridge
Jak się domyśliliście, ostatnie 2 dni pobytu w USA mieszkaliśmy na Brooklynie. To takie miejsce, gdzie jeśli kolor twojej skóry jest choć trochę jaśniejszy od ziemi, to jesteś “beautiful”.
I nawet nie wiem, co zahartowało mnie bardziej: 3 lata studiów na „cieplotechnice” czy 2 dni życia na Brooklynie. W każdym razie doświadczenie nie jest złe. Dzielę się:
A) „Hej Arnold!” „kręcili” na Brooklynie.
B) Mieszkaliśmy w domu jak u „Hej Arnolda!”.
C) Nie z Arnoldem, a z jego opalonym przyjacielem Geraldem.
D) I z innymi bardzo opalonymi chłopakami.
E) Na noc lepiej zamknąć się na klucz.
F) I przysunąć szafę.
Do drzwi.
Jeszcze jeden lifehack: jeśli należysz do tej samej kategorii „beautiful”, to nawet w upalny dzień na Brooklynie nie zapomnij założyć czegoś workowatego, zakrywającego twoje ciało od szyi do pięt.
Najważniejsze to nie zwracać na siebie uwagi: nikt nie lubi wywyższających się. Chociaż nie. Zbyt lubią.
#usatoday #tobecontinued


