Czy grzeszyłaś w nocy, Desdemono?
Takie pytanie można było, a nawet trzeba było zadawać sobie za każdym razem, gdy kładłam się spać po tamtej stronie półkuli na wyspie Nantucket.
Nie, nigdy nie wyróżniałam się dziką chęcią do zdrowego odżywiania. Do zbilansowanego – oczywiście. Wszystko zmieniło się po pierwszych DWÓCH TYGODNIACH w Stanach. Ameryko, Ameryko, co ty robisz? A robi ona, a dokładniej ten kraj produkuje tyle pysznych i nieznanych nam, Rosjanom, rzeczy, że sam nie zauważasz, jak twoje ciało zaczyna wariować od wszystkich tych degustacji amerykańskich produktów.
Trzeba zacząć od podstaw, że tak powiem. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, że w ogóle nie byłam w dużych supermarketach. Chodzi o to, co można w nich znaleźć.
Przyspieszone bicie serca, dłonie zaczynają się pocić, a prawe oko cicho drgać. Nie, to nie są odczucia przed pierwszą rozmową o pracę, a nawet nie te uczucia, które przeżywałam przed rozmową w ambasadzie. Właśnie tak podkradałam się do mojego ulubionego antydepresantu na wyspie, gdzie pracowałam latem – Stop and Shop. Dwa słowa, jeden supermarket, tylko ja i amerykańskie smakołyki. (no i wózek sklepowy w rękach, oczywiście)
ALE nie spieszę się z opowiadaniem o tych kuszących czekoladkach, czy o tym SZEROKIM asortymencie lodów (choć nie, powiem, że lodów Ben & Jerry's po prostu musicie spróbować).
PS: doprecyzuję – smak Phish food jest moim ulubionym :))))
Albo może nie chcecie upiec tych pianek na ognisku? I zagryźć to legendarną czekoladą Hershey's. Yumm!
Więc o czym to ja? Ach, tak, celem mojej opowieści wcale nie jest polecanie produktów w supermarketach (to sami odkryjecie po przyjeździe do Stanów w pierwszym lepszym grocery store). Chcę opowiedzieć, jak podczas moich kolejnych wyjazdów starałam się unikać tego całego obfitości.
Nie przeczę, było trudno.. Faktem jest, że zdrowe odżywianie w Ameryce, i co tu ukrywać, w Rosji, nie każdy może sobie pozwolić. No, na przykład, jeśli chciałam przygotować sobie kolację, pełnowartościową kolację, to koszty wynosiły nie mniej niż 15 dolarów (chcę zaznaczyć, że miejscem akcji jest wyspa Nantucket, stan Massachusetts, gdzie spędziłam trzy lata na programie Work and Travel).
Tak jak na zdjęciu po prawej wyglądało moje (i mojej przyjaciółki) "weekend" śniadanie, czyli śniadanie w weekend. Kosztowna sprawa.. ale warto. Bardzo miłe, klimatyczne miejsce o nazwie "Island kitchen" – to po prostu wielkie skupisko troski i miłości, której tak brakuje z dala od domu. Ale oczywiście codziennie tak nie zjesz.
Zdjęcie po lewej – samodzielne próby szybkiego i zdrowego śniadania. Oczywiście, owsianka, proszę pana, i dużo, dużo cynamonu (właśnie DUŻO, w końcu jesteśmy w Ameryce ;). Tam go bardzo lubią. Z pewnością nie tylko ja to zauważyłam.)
Wróćmy do tematu produktów "cena - jakość". Dla porównania, coś w rodzaju "suchego prowiantu" lub półproduktów kosztowało mnie 4-5 dolarów. Znacząca różnica, prawda?
Prawda. Ale teraz na sekundę trzeba zaznaczyć:
a) czas poświęcony na gotowanie przy kilku pracach był dość znaczący
b) pizza, kanapki, gotowy pieczony kurczak i krakersy po pewnym czasie zaczęły wyraźnie objawiać się w niepotrzebnych miejscach.
Więc wszystkie te historie, które słyszeliście od swoich znajomych z Work and Travel – to prawda.
Przywiezienie z Ameryki dodatkowych kilogramów w bonusie z dobrymi wrażeniami z wyjazdu jest bardzo możliwe.
Drugi i trzeci raz po przyjeździe na wyspę trochę ochłonęłam wobec mojego antydepresantu – supermarketu i już nie pędziłam do niego na złamanie karku po ciężkim dniu pracy. Znalazłam wyjście w bardzo wygodnych i dostępnych dla wszystkich aplikacjach do dostawy gotowych posiłków. W Ameryce jest ich bardzo dużo. Tak samo dużo, jak rodzajów lodów. (ups)
Ale mimo wszystko nie ukrywam, że właśnie moje gorzkie doświadczenie w pierwszym roku poznawania Ameryki popchnęło mnie do znalezienia odpowiedzi na pytanie – jak pozwolić sobie na szybkie, zdrowe i dostępne odżywianie. I odkryłam wiele ofert dostawy gotowych posiłków, a dokładniej półproduktów i składników. Wszystkie serwisy dostawy gotowych posiłków mają aplikacje na telefon, gdzie możecie wybierać sobie jedzenie na tydzień. To oszczędzało czas, oszczędzało pieniądze przede wszystkim i pomagało mi uspokoić zapędy do chodzenia w stronę działu słodyczy i "śmieciowego jedzenia" w amerykańskich supermarketach. Jako opcje na przyszłość mogę wymienić firmy świadczące usługi dostawy jedzenia, takie jak Hello Fresh, Black Aiprin, Green chef i wiele innych. Wszystkie one chętnie zapewnią wam zestaw próbny przy założeniu subskrypcji lub rejestracji w ich serwisie. Sami gotujecie z dostarczonych do domu składników. Menu jest przemyślane na tydzień i rozpisane w najdrobniejszych szczegółach. Proces przygotowania jest łatwy i zajmuje maksymalnie 30 minut (głównie 15 minut). Sałatki, mięso drobiowe, tacos – znajdziecie coś właśnie dla siebie i sami ułożycie swoje menu. Ach, tak, subskrypcja takich serwisów kosztuje od 50 dolarów tygodniowo (menu obliczone na dwie osoby). Dla mnie, jako mieszkanki wyspy Nantucket, taka opcja była idealna (tam ceny w supermarketach są dość imponujące).
Jednym słowem, nie poddawajmy się impulsywnym zakupom żywności w Ameryce, a tym bardziej nie oszczędzajmy na naszym zdrowiu. Oczywiście silny wpływ ma grafik pracy. Czasami w ogóle nie chce się myśleć o jedzeniu. Tak też będzie, ten sam supermarket pomoże. (och, znów na wspomnienia przeszły dreszcze.. tam są bardzo pyszne lody). I przy okazji, miejcie na uwadze, że żaden pracodawca nie skarci was za to, że odejdziecie napić się wody lub przekąsić (albo każdy w trakcie zmiany ma pewnie małe przerwy na takie cele).
Stay Hydrated!! Sprawcie sobie kubek na kawę lub water bottle (wszelkiego rodzaju butelki na wodę i kubki na kawę). W Ameryce jest ich po prostu tyle, wszelkiego rodzaju wzory i marki. Uwierzcie mi, po zakończeniu sezonu Work and Travel podziękujecie sobie za rozsądne podejście do amerykańskich pokus ;).




