Biorąc cztery dni wolnego, wyruszyliśmy do stanu Floryda! Nie wyobrażacie sobie, co to za szczęście widzieć na ekranie laptopa dwa kupione bilety. A dokąd? Na Krym? Do Grecji? Do Hiszpanii? To wszystko świetne miejsca, oczywiście, ale my mieliśmy bilety do Miami!
Pierwszego dnia byliśmy bardzo rozczarowani, ponieważ padał strasznie ulewny deszcz i wszystkie sklepy na parterze po prostu zalało. Ale następnego dnia, dzięki czterdziestostopniowemu upałowi, wszystko wyschło do ostatniej kropli. Zarezerwowaliśmy jeden z najlepszych hoteli położonych tuż przy Miami beach, który nazywa się Ocean drive. Bardzo polecam ten hotel! Nam przypadł do gustu, ponieważ oferował bezpłatną wypożyczalnię rowerów, śniadania i dogodną lokalizację. A jaka plaża! Śnieżnobiały, równy piasek, który łagodnie przechodzi w przejrzystą, ciepłą wodę Oceanu Atlantyckiego. Spędziliśmy trzy godziny w wodzie, nie wychodząc, bo po pierwsze, nie chcieliśmy opuszczać tego cudu natury, a po drugie, pogoda była tak gorąca, że trudno było nawet oddychać.
Tego samego dnia wyruszyliśmy rowerami na podbój downtown. Jak wspaniale jest przejechać miasto wzdłuż i wszerz, zobaczyć wszystkie główne atrakcje, w tym wille bogatych i sławnych ludzi, a także nie mniej znaną ulicę z graffiti. Krótko mówiąc, Miami trzeba koniecznie odwiedzić.
A teraz o kosztach. Bilety lotnicze w obie strony z przesiadką w Orlando kosztowały po 85$. Na hotel wydaliśmy około 300$ za dwie osoby, ponieważ lato w Miami uważane jest za poza sezonem, więc były duże zniżki. Ogólnie rzecz biorąc, każdy z nas wydał jedną pensję. Więc w USA Miami wcale nie jest takie drogie.




