Ostatni dzień pracy, pakujemy rzeczy i ruszamy w podróż! Przed nami Boston, Waszyngton i Nowy Jork. Trasa nie była kosztowna. Najpierw z Hyannis pojechaliśmy do Bostonu autobusem 'Peter Pan', płacąc 7$ za bilet. Na dworcu zostawiliśmy nasze walizki u pana, który sprzedaje pamiątki. Ma on specjalnie wydzielony pokój na bagaże, który cieszy się dużą popularnością. A bierze za to prawie dwa razy taniej niż wszędzie indziej. Na lekko ruszyliśmy zwiedzać miasto. Nie bez powodu Boston uważany jest za miasto młodych. To właśnie tutaj znajdują się słynne uniwersytety i szkoły. Pierwszym punktem do zwiedzenia był oczywiście Harvard. Mieliśmy niesamowite szczęście, bo trafiliśmy na ceremonię przyjęcia studentów. Wszyscy byli tacy weseli, piękni i schludni. Miało się wrażenie, że trafiliśmy do amerykańskiego filmu lub serialu o studentach. A sam uniwersytet to piękne i ogromne budynki z czerwonej cegły. Polecam koniecznie odwiedzić, bo nawet zdjęcia nie są w stanie oddać naszych wrażeń.
Następnie poszliśmy zobaczyć 'Massachusetts Institute of Technology (MIT)'. Tam nawet wpuszczają do środka! To naprawdę pozwala poczuć atmosferę przyszłych naukowców, specjalistów i wynalazców. Dla każdego kierunku są laboratoria, w których znajduje się cały niezbędny sprzęt do badań. Studenci rzeczywiście byli tam podczas naszej wizyty i z zapałem badali jakieś rzeczy oraz przeprowadzali eksperymenty. Ogromne stołówki, nowe sale wykładowe, pokoje wypoczynkowe i klasy. Jak to wspaniale, gdy jest wszystko, aby nauka była interesująca.
Postanowiliśmy pospacerować po nabrzeżu Bostonu. Już się ściemniło, a światełka domów tworzyły jakąś taką przytulność. Tutaj nie czujesz się obco i prawdopodobnie właśnie dlatego to miasto wywarło na nas największe wrażenie.




