Wszystko zaczęło się w ciepły wrześniowy dzień 2016 roku. Telefon komórkowy, upragniony numer International Exchange Center w Mińsku, miły kobiecy głos, mini-rozmowa kwalifikacyjna po angielsku i oto jest – początek drogi za ocean.
Potem – sprawdzanie e-maili, pierwsza wpłata, wypełnianie ankiety uczestnictwa w programie, podpisanie umowy i... my – czterej białoruscy studenci trzeciego roku – jesteśmy „w grze”. Wszystko było dość łatwe i proste, nawet poszukiwanie job offer wydawało się łatwym zadaniem. Ale jak to mówią – gdyby, to gdyby... wszystko okazało się znacznie trudniejsze, niż myśleliśmy. Zgodnie z warunkami programu należało przedstawić job offer do weryfikacji do 1 marca 2017 roku. liczyliśmy na pomoc dobrego znajomego, który latem 2016 roku był już tam, za oceanem, w ramach programu Work and Travel USA. Miał kontakty z pracodawcami w USA, więc byliśmy pewni, że job offer mamy w kieszeni. Jednak w ostatniej chwili musiałem wraz z przyjaciółmi zająć się samodzielnym poszukiwaniem pracy, co w rzeczywistości okazało się dość trudnym zadaniem, biorąc pod uwagę, że mieliśmy coraz mniej czasu. Udało nam się wskoczyć niemal do ostatniego wagonu odjeżdżającego pociągu i pod koniec lutego w końcu dostarczyliśmy nasze umowy o pracę do sponsora w celu weryfikacji. Cztery tygodnie czekania i oto jest – upragnione potwierdzenie job offer, ekscytująca radość i ostatni decydujący krok na drodze tam, za ocean – przejście rozmowy kwalifikacyjnej w amerykańskim konsulacie. Jedziemy po wizę!
