Cześć, drogi czytelniku!
Chcę podziękować Ci za to, że poświęciłeś czas, aby przeczytać moje przemyślenia, zapisane przeze mnie w notatniku w trudnych i wesołych chwilach lata 2018 roku.
Chcę od razu powiedzieć, że będą tu fragmenty moich wspomnień, podzielone na rozdziały, żebyś zdążył przeczytać to w metrze lub podczas przerwy na kawę na uczelni.
Więc, zacznijmy!
Historia 1 - Chcę do Londynu!
Jestem pewien, że już gdzieś słyszałeś, że jeśli lecisz do Ameryki przez Anglię, to dostaniesz prawo do pospacerowania po Londynie w ciągu 24-48 godzin. Tak, ja też to kiedyś słyszałem. Długo nie myślałem, poważnie nie analizowałem, po prostu kupiłem bilety.
Bilety kupiłem takie: Petersburg - Ryga - Londyn - Reykjavík - San Francisco. Pierwszy błąd: bilety z Londynu do San Francisco kupiłem nie tranzytowe, żeby zaoszczędzić.
Przylatujemy do Londynu, tam jest taka duża poczekalnia, gdzie wszyscy stoją ze swoimi angielskimi wizami, żeby celnik ich przepuścił. W moim paszporcie jest pusto. Podchodzę do okienka, wyjaśniam sytuację, na co od razu słyszę: „No, i am sorry, you should be waiting for your plane only here”. Podchodzę do różnych pracowników, słyszę to samo, kątem oka już szukam miękkiego miejsca, gdzie będę spędzać 48 godzin. Przypadek ratuje.
Przechodzi starszy strażnik graniczny, znowu mu wszystko opowiadam, a on obiecuje pomóc. Moi wybawcy: dwie amerykańskie wizy i zarezerwowany pokój w hotelu, który, jeśli mnie nie wpuszczą, przepadnie. On „bierze mnie za rękę” i idzie do głównego celnika, mówi, że ręczy za mnie i za to, że bez biletów tranzytowych i bez wizy nie zostanę w Anglii nielegalnie. Ten bierze mój paszport i stawia pieczątkę. Wszystko, jestem w Anglii.
Dalej odwiedziłem Reykjavík (Islandia), ale tam jest prościej. Tam jest strefa Schengen.
Wideo z Londynu



